Aktywny wypoczynek, Dieta, Motywacja, Trening / 

Zbawienne skutki zmiany klimatu czyli wiosenne święta w górach

Słowo klimat w tym przypadku można tłumaczyć na różne sposoby. Z jednej strony nic tak nie wpływa na poprawę motywacji i zaangażowania w trening jak zmiana okoliczności przyrody. Nie bez powodu nawet sportowcy mieszkający w bardzo sprzyjających warunkach klimatycznych kilka razy w roku wyjeżdżają na obozy. Nowe trasy, nowe miejsca, inne otoczenie, zmiana codziennej rutyny – to wszystko zwiększa wydajność i pomaga odnaleźć radość w treningu.

IMG_7534.JPG

Niestety sportowiec amator rzadko ma szansę na taki luksus jak zgrupowanie, ale może kombinować. Już nie po raz pierwszy wspominam o tym jak łączę czas rodzinno-wakacyjny z wzmożonym treningiem. Tym razem świąteczno-noworoczny wypoczynek wypadł nam pod samiuśkimi Tatrami w Bukowinie. Miejsce znam na wylot, ale w tym sezonie zmiana klimatu jest szczególna. Najcieplejsza zima jaką widziałem daje zupełnie nowe możliwości. Fakt – śniegu jak na lekarstwo. Plany uzupełnienia treningu przez sporty zimowe, w tym biegówki i skitoury na razie mogę porzucić. Ale nie ma tego złego. Do ostatniej chwili pakując samochód zastanawiałem się czy brać tylne koło do roweru. Rzeczywiście upchany bagażnik, w którym musiały się zmieścić prezenty, ciuchy na pogodę od -10 do +20 stopni, no i oczywiście mój trenażer , zdawał się dojść do granic swojej pojemności. Ostatecznie jakimś cudem udało się to wszystko gdzieś pomieścić. Opłacało się. Nagroda była już pierwszego dnia.

IMG_7510.JPG

IMG_7512.JPG

IMG_7511.JPG

 

FullSizeRender

Najpierw rano zaliczyłem mocny biegowy trening trailowy po grani Kotelnicy Białczańskiej. Fakt, trochę się utytłałem w błocie, ale za to jakie widoki. A po południu, korzystając z ostatnich promieni słońca na rowerze szosowym. Zaczynałem kiedy było prawie 10 stopni na plusie. Kończyłem przy temperaturze bliskiej zera, w egipskich ciemnościach, pełen stresu na śliskich już zjazdach. Krótka pętla na niecałe półtorej godziny zrekompensowała wszelkie niedogodności. Zacząłem od 10 km wspinaczki na Głodówkę, potem szalony zjazd do Łysej Polany. Następnie kilkanaście kilometrów zróżnicowanej trasy po pustej Słowacji, po czym powrót do kraju przez Jurgów. A na deser ekstremalny podjazd pod Rusiński Wierch od strony Białki. Nie bez powodu samochody bez napędu na cztery koła mają tam zakaz wjazdu zimą. No chyba, że mamy taką zimę jak w tym roku. W środku sezonu narciarskiego jeszcze na szosie nie jeździłem. Co nie zmienia faktu, że w pewnym momencie z trudem przepychałem pedały, wspinając się na stojąco z oszałamiającą prędkością dochodzącą do 6 km/h.

IMG_7549.JPG

IMG_7518.JPG

Zbliżająca się wielkimi krokami Wigilia zmusiła mnie do małych korekt w planie treningowym. Perspektywa szalonego obżarstwa zmotywowała mnie do dodania jednej jednostki. 24 grudnia miałem zaliczyć tylko godzinne bieganie. Ale przy tak pięknej pogodzie nie mogłem się powstrzymać przed kolejnym treningiem rowerowym. Szczególnie, że dzięki temu mógłbym zrobić sobie trochę rezerwy w żołądku i pozwolić sobie na nieco większą rozpustę, mimo, że wciąż walczę z redukcją wagi. A skoro już tegoroczne święta upływają w atmosferze sportowej, to rodzinę zapakowałem do samochodu, a sam na wigilijną wieczerzę u przyjaciół wybrałem się na rowerze, uprzyjemniając sobie ten wyjątkowy czas moim ulubionym podjazdem na Głodówkę, na ponad 1100 m.n.p.m.  Swoją drogą wkroczyć w ten wyjątkowy wieczór do hotelu w stroju kolarskim, z błotem na tyłku i z bananem na gębie – bezcenne. Tak oto połączyłem przyjemne z pożytecznym – dotarłem na czas, zrobiłem trening i spaliłem nadwyżkę kalorii. To znaczy, tak mi się wydawało. Bo jak się okazuję, w polskie święta nie ma takiej ilości spalonych kalorii, której nie da się odrobić i to z nawiązką. No to teraz czeka mnie detoks i głodówka, bo do 1 stycznia czasu co raz mniej, a wyzwanie trzeba zrealizować !!! Dobrze, że chociaż góry ciągną do treningu. W tych wiosennych okolicznościach życzę Wam Wesołych Świąt i umiaru w konsumpcji ;-) .

IMG_7504

 

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top