Trening / 

Z innej beczki – dlaczego nienawidzę FUTBOLU!

Wiecie dlaczego kocham piłkę nożną. Bo jest nieprzewidywalna, bo kreuje wielkie emocje, wielkie gwiazdy i niezapomniane momenty.  Wiecie dlaczego nienawidzę piłki nożnej. Bo tak jak kreuje, tak niszczy wszystko co piękne w sporcie. Mam gdzieś, że piłkarze zarabiają absurdalne wielkie pieniądze. Skoro ktoś jest gotów im tyle zapłacić to jego sprawa. Mam gdzieś, że wokół futbolu jest aż taki przerost formy nad treścią. Wisi mi to, że postawa niektórych zawodników zarówno na boisku jak i poza nim często zaprzecza podstawowym ideom, które w sporcie kocham. Jestem w stanie nawet przełknąć wątpliwe etycznie symulowanie, cwaniakowanie i kombinowanie. Trudno, czasem w sporcie jak i w życiu trzeba naginać zasady. Ale nic mi tak nie obrzydza futbolu jak fanatyzm i zacietrzewienie niektórych kibiców oraz podziały, które przez ów fanatyzm są generowane. Dopóki sytuacja dotyczy jakiejś skromnej grupy neandertalczyków to jest mi to obojętne . Gorzej, kiedy niebezpieczne, kibicowskie emocje biją od tych, którzy wpływają na poglądy szerszej grupy odbiorców i powinni raczej pozostać wyważeni w swoich przemyśleniach.

Od zawsze uważałem, że sport jest dla wszystkich, a emocje z nim związane powinny stać się udziałem jak największej liczby odbiorców. Niestety futbol, a szczególnie piłkarski fanatyzm odbiera ludziom zdrowy rozsądek. Niespodziewany sukces warszawskiej Legii w starciu z najlepszą drużyną świata Realem tylko ten problem unaocznił. Pomijając fakt, że stadion był zamknięty dla widzów, zdaniem wielu „prawdziwych kibiców”, prawo do uczestniczenia w wielkich emocjach, oglądania najlepszych piłkarzy świata powinna mieć tylko grupa najwierniejszych fanów. Bo tylko Ci, którzy odmrażają sobie tyłki na emocjonujących pojedynkach Legii z Chojniczowianką w Pucharze Polski, tylko Ci, którzy jadą nieklimatyzowanym autokarem na drugi koniec kraju obejrzeć wątpliwej jakości ligową kopaninę, są godni wejścia do świątyni przy Łazienkowskiej 3. Reszta to Janusze, niedzielni kibice i celebryci czyli gorszy sort, podludzie w kibicowskiej hierarchii, bo mają czelność usiąść podczas meczu na krzesełku i nie znają na wyrywki wszystkich klubowych przyśpiewek. Lub po prostu wybierają tylko najatrakcyjniejsze spotkania. Kompletne przeciwieństwo wiernych „karneciarzy”. Tym razem nawiązuję do Legii, ale problem dotyczy większości klubów sportowych, które mają nazbyt wiernych kibiców.

Ludzie!!! Ochłońcie. Sport ma być dla wszystkich. Szanuję oddanych fanów, którzy są z drużynami na dobre i na złe. Tworzą niezapomnianą atmosferę, przygotowują (nie zawsze w granicach prawa i rozsądku) meczową oprawę, jeżdżą za swoim zespołem po całym świecie. Tak. Wiem, że to oni są solą tej ziemi, to z ich pieniędzy utrzymywana w pewnej mierze jest drużyna. Ale każdy klub sportowy przede wszystkim powinien dbać o promocję sportu, swojej dyscypliny, a nie zamykać się jedynie na garstkę najbardziej oddanych entuzjastów. Gdyby z takiego założenia wychodziły największe firmy świata – Real, Man U, Barca czy Chelsea nigdy nie podbiły by tak żyznych rynków azjatyckich. No bo co to za kibic Realu co ma skośne oczy, mówi po mandaryńsku i nie urodził się w Madrycie. O karnecie nie wspomnę. A taki chiński niedzielny madridista, kiedy w końcu przyleci na wakacje do Hiszpanii chciałby zobaczyć ten słynny klub w akcji. Czy skoro nie ma karnetu, nie jest wielkim kibicem, to nie powinien wejść na mecz?! Podczas ostatniej mojej podróży do USA byłem na koszykarskim finale NCAA. Czy ktoś mnie pytał komu kibicuje?? Czy kogoś interesowało czy mam karnet etc??? Nie. Bo najważniejsze, że chciałem uczestniczyć w wydarzeniu.

Tymczasem w Polsce mam wrażenie, że niektórzy chcą zamknąć stadiony tylko dla tych najbardziej „oddanych”. Co ciekawe, chcą dla siebie także te stadiony, które należą do miasta i za miejskie (czyli społeczne) pieniądze zostały zbudowane czyli z założenia powinny służyć całej społeczności

Czy naprawdę, żeby obejrzeć mecz, który mnie interesuje muszę się opowiedzieć za którąś ze stron, udowadniać swoje kibicowskie zaangażowanie?? Kiedy idę na mityng lekkoatletyczny nie muszę nikomu udowadniać, że jestem fanem Kszczota albo Lewandowskiego! Na Wimbledonie można być po prostu fanem tenisa, a nie być zagorzałym zwolennikiem Djokovica lub Nadala!! Ale nie w piłce nożnej. Kiedy słyszę, że jedynie kibice z karnetami, kartami kibica, tylko Ci, którzy na co dzień znoszą szarzyznę ligowej rzeczywistości, którzy „są z drużyną na dobre i na złe” zasługują na udział w wielkich wydarzeniach takich jak Liga Mistrzów czy innych atrakcjach to mnie krew zalewa. Nie jestem oddanym fanem konkretnego zespołu, ale lubię sport i nie widzę powodu, żeby mnie ktoś zmuszał do oglądania czegoś co mnie nie interesuje i nie bawi, szczególnie gdy nie mam na to czasu!!!

Dlatego nie powinno mieć znaczenia, że nie kibicuje Legii. Nie ważne, że interesują mnie tylko najciekawsze mecze. Mam ochotę i prawo zobaczyć LM na żywo, o ile tylko mam za co i dam radę kupić bilety. Niezależnie od tego czy jestem kibicem Legii czy nie, czy jestem z Warszawy czy nie i czy jestem Januszem, celebem czy niedzielnym piknikiem. Gdyby było inaczej to całe pokolenie Polaków przez ostatnie 20 lat nie miałoby szans obejrzeć na żywo żadnego meczu LM, bo by ich nie wpuścili na mecze Barcy, Bayernu czy innego PSG. Sport jest dla ludzi, także tych zwykłych z hot dogiem w gębie i garstką dzieci u boku. A nie tylko dla „wiernych” kibiców. I nie ma to znaczenia czy spotkanie to interesuje mnie ze względu na Real, możliwość obejrzenia z bliska nowej fryzury Ronaldo czy chęć bycia na stadionie, bo dzieje się coś wyjątkowego. Dopóki niektórzy tego nie zrozumieją widowiska sportowe będą zarezerwowane dla garstki ludzi. A z taką polityką daleko nie zajedziemy.

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Jak zwykle mądre, prawdziwe słowa. Dużo osób powinno się nad tym zastanowić.

  2. Sorry Maciek, ale artykuł zupełnie pozbawiony sensy. Każda firma na świecie w pierwszej kolejności dba o stałych klientów. Tak samo klub dba w pierwszej kolejności o stałych klientów czyli regularnych kibiców. Oczywiste było, że popyt na mecz Legia-Real może zdecydowanie, a być może wielokrotnie przewyższyć podaż miejsc na stadionie. Z tego powodu jedynym słusznym rozwiązaniem było wprowadzenie różnych tur sprzedaży biletów wraz z preferencją dla kibiców posiadających karnety, etc.

    BTW. w Premier League, żeby dostać karnet trzeba nie raz poczekać kilka lat, ponieważ pierwszeństwo mają stali karneciarze, więc argument z klubami zachodnimi również średni :)

  3. Chcąc dostać się na mecz w Madrycie, również pierwszeństwo mają posiadacze karnetów. Oni deklarują do czwartku czy idą na mecz. Dopiero po czwartkuliczone są miejsca nie wykorzystane przez posiadaczy karnetów i te miejsca są sprzedawane w wolnej puli, aż do meczu który jest w sobotę albo niedzielę.
    Czyli wybierając się na ligowy mecz do Madrytu tak naprawdę nie masz 100% pewności, aż do piątku czy uda Ci się nabyć bilet legalną metodą. Dotyczy to oczywiście meczy La Liga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top