Trening / 

Trening rowerowy Tatry – Day 1

Zmiana otoczenia to jeden z lepszych sposobów na zwiększenie motywacji do treningów.

Dla mnie powrót do reżimu po okresie roztrenowania jest wyjątkowo ciężki. Przez ostatnie ponad trzy lata zjechałem i „zbiegłem” swoją okolicę w każdą możliwą stronę i nie ukrywam, że czasami nie mogę już patrzeć na te same drzewa, kamienie i monotonny mazowiecki krajobraz, łaskawie okraszony jednym, nikczemnym podjazdem na wiślaną skarpę.

Dlatego wyjazd w góry, nawet na kilka dni był dla mnie jak zbawienie. Okolice Bukowiny Tatrzańskiej, piękna, słoneczna, złota polska jesień, rower, buty biegowe i setki ciekawych i trudnych tras po obydwu stronach granicy – czy można chcieć więcej. W sumie z Leonem byliśmy na miejscu 4 dni. Pierwszego dnia zrobiliśmy porządne rozbieganie. Strome podbiegi i ostre górskie powietrze to dla chłopaków z Mazowsza świetna rozgrzewka. Bo danie główne zostawiliśmy sobie na później.

Drugiego dnia znając podhalańskie trasy zaplanowałem Leonowi zwiedzanie Podhala i Spiszu.

Zaczęliśmy w Leśnicy od wspinaczki na Głodówkę. To równo 10 km niemal cały czas pod górę, z przewyższeniem 400m. Ciężki podjazd zrekompensował nam obłędny widok panoramy Tatr, które tego dnia za sprawą wyjątkowej widoczności, imponowały swoją dostojnością. Leon w górach jeździł po raz pierwszy i poznawał „uroki” prawdziwego kolarstwa. Kolejną nagrodą był szalony zjazd do przejścia granicznego na Łysej Polanie. Fantastyczny asfalt i serpentyny postanowiłem wykorzystać do poprawienia techniki jazdy. W pewnym momencie poczułem się chyba zbyt pewnie, bo po kolejnej partii zakrętów zbliżyłem się do grupki samochodów, a ostatecznie ostatni z nich wyprzedziłem. Taka ułańska fantazja mogła się jednak skończyć tragicznie, bo mimo fantastycznej, słonecznej pogody, w zacienionych fragmentach jezdni były całe fragmenty mokrego asfaltu, a nawet odrobiny lodu, pozostałości po nocnych przymrozkach.

Po przekroczeniu słowackiej granicy skierowaliśmy się do drugiego przejścia w Podspadach, gdzie czekał na nas długi podjazd na przełęcz żdziarską 1080 m.n.p.m.

Wycieńczony Leon po dotarciu na szczyt nie ukrywał swej wściekłości, kiedy okazało się, że przez ostatnich 30 minut męczył się tylko po to, aby podziwiać uroki pogranicza Tatr i Magury Spiskiej.



Podczas stosunkowo bezpiecznego zjazdu na szerokiej słowackiej drodze znów moglem trochę poeksperymentować z prawidłową pozycją na rowerze i techniką jazdy. Udało się osiągnąć V max 78,7 km/h. Na więcej nie miałem odwagi. Mokre i śliskie zakręty skutecznie poskramiały mojego demona prędkości.

Naszym kolejnym i ostatecznym celem podróży było Łapsze Niżne. Teoretycznie jak sama nazwa wskazuje, położone znacznie niżej. Jednak aby dodać pikanterii tej wycieczce, no i oczywiście dla piękna widoków, zafundowałem nam ekstremalną zabawę w postaci morderczego podjazdu pod Rzepiska – małą i nieco zapomnianą wieś po wschodniej stronie doliny Białki. Wieś ta ma jednak dwie istotne „zalety”. Położenie z unikalnym widokiem na wschodnią część Tatr oraz położenie, a konkretnie wysokość nad poziomem morza – w górnej części 1100 metrów. Aby się tam dostać. Trzeba wylać dużo potu i wiele razy pokonać swoje słabości. Po tej zabawie zjazd do Łapsz był czystą przyjemnością i zasłużonym odpoczynkiem po ciężkim trwającym ponad 2 i pół godziny treningu. W sumie przejechaliśmy prawie 60 km i pokonaliśmy 1000 metrów przewyższenia.

[sgpx gpx=”/wp-content/uploads/gpx/tatry_day_1.gpx”]

 

Maciek – 37 lat, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Thanks for writing such an eaun-to-snderstayd article on this topic.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top