Aktywny wypoczynek, Dieta, Motywacja, Trening / 

Świąteczne Kuszenie – czelendż zaliczony!

To zaskakujące, ale co roku powtarza się ten sam scenariusz. Najpierw leniwie rozkręcam się po błogim okresie roztrenowania, po czym szybko okazuje się, że do pierwszego startu czas odliczam już w dniach a nie miesiącach. Nie wiem jak u Was, ale dla mnie takim alarmem jest moment, kiedy liczba dni staje się dwucyfrowa. Niby różnica między 100 a 99 jest minimalna, jednak symbolika i namacalność dwóch cyfr ma w sobie coś, co stawia do pionu. W tym roku sezon zaczynam znacznie wcześniej niż w latach ubiegłych i nie mam na myśli treningowych startów biegowych. Pierwsze poważne ściganie planuję już na kwiecień, stąd wczesne zrzucanie wagi i dość konsekwentna praca już od 1 listopada.

Pamiętacie challenge, który sobie postawiłem i do którego Was zaprosiłem?! Lekko nie było. Uczciwie rzecz ujmując, początek był dość łatwy. Motywacja, spore wsparcie środowiskowe, ciekawość etc. Pierwsze tygodnie poszły gładko, bo i zrzucanie pierwszych kilogramów nie jest specjalnie wymagające. Duża w tym zasługa Jagody Podkowskiej, której plan żywieniowy był życiowy, uwzględniający normalne życie, a nie oderwana od rzeczywistości dieta dla „sportowca hodowlanego”. Niestety w życiu pokus nie brakuje. Szczególnie w okresie świątecznym, kiedy śledzik goni śledzika, a przerwy w konsumpcji ograniczają się do wizyt w toalecie tylko po to, aby zrobić miejsce na kolejną porcję. Wielkie żarcie – z tym kojarzy mi się polska tradycja świąteczna. I jak bardzo bym z sobą nie walczył, to zawsze stojący na stole kawałek ukochanego makowca uśmiecha się i kusi bezwstydnie. Co z tego, że wytrzymałem 4 godziny, patrząc na gnojka i powtarzając sobie jaki jestem twardy. I tak ostatecznie, pod sam wieczór, na koniec, rozdarty pomiędzy dobrem a złem, widząc jego nędzny los, niechybny koniec w odmętach śmietnika z tak wymownym napisem „odpadki organiczne”, wiedziony litością i wrodzonym humanitaryzmem, sięgnę po niego ukradkiem. Bo przecież nie może się zmarnować, bo na świecie tyle głodu i nędzy. Bo gdzieś tam ktoś marzy o nim, a ja nie mogę pozwolić, by się zmarnował. No i mielę go w ustach, pieszczę podniebienie, delektuję się każdym ziarenkiem maku, wchłaniam każdą pustą kalorię, wmawiając sobie, że to tylko jeden mały kawałek, a ja i tak mam dużo wyrzeczeń. Nie muszę tłumaczyć, że to tylko rozpoczyna efekt domina. Skoro złamałem się raz, to mogę i dwa, a skoro dwa razy uległem pokusie, to przecież nic się nie stanie gdy zrobię to razy osiem.

Stając na wadze 1 stycznia drżałem ze strachu. Wszak stawką był nie tylko honor, godność i samopoczucie, ale przede wszystkim przyszłość mojej współpracy z trenerem Tomkiem Kowalskim. Ostatni pomiar 1 listopada wskazywał na ponad 96 kg. Po 2 miesiącach treningu i diety zjechałem do… 90,4 kg.

IMG_7700.JPG

Plan się powiódł, zrzuciłem 6 kg. Trener zostaje, a ja muszę jeszcze zrucić ca.4-5 kg. Ale na to mam aż 4 miesiące i dużo wyczerpujących treningów. Przyznam szczerze, że aby uzyskać ten rezultat, przez ostatnie dni starego roku mocno się wziąłem w garść, bo istniała spora szansa, że nie wypełnię limitów po świątecznym obżarstwie. Aż żal myśleć, jaki byłby wynik, gdybym wytrwał przy diecie do końca. Ale jestem tylko człowiekiem i musiałem się trochę złamać. Największe wyzwania wciąż przede mną.

Teraz czas na Was. Zaraz po Nowym Roku ogłosiłem na FB swój sukces i czekałem na Wasze realizację, zwłaszcza, że sporo osób również podjęło wyzwania i zadeklarowało chęć udziału w konkursie. Ponieważ stosunkowo niewiele osób przysłało informacje na temat swoich wyzwań i sukcesów proponuję wydłużyć czas do końca stycznia. Czekam na Wasze wyniki, zdjęcia, filmy, zrzuty ze sporttesterów na FB Totalne Poruszenie do 30 stycznia – najlepiej w postaci wiadomości na Messengerze. I przypominam co jest stawką. Za najbardziej imponujący postęp, zrealizowane wyzwanie do wygrania nowy monitor aktywności od Polara – Polar A360.

a360_press_image1_0

Więc nie ma na co czekać! Komputery w dłoń i wysyłać. Nagroda i wieczna sława czekają ;-).

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Pingback: Chcesz osiągnąć sukces – słuchaj mądrzejszych - Totalne Poruszenie : Totalne Poruszenie

  2. Well put, sir, well put. I’ll cealtinry make note of that.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top