Aktywny wypoczynek, Events, Motywacja / 

Sorry, jesteś tak dobry jak twój ostatni start – relacja z MP w Gdańsku!

W zasadzie opcje są dwie. Albo pełne tryumfalizmu i zadowolenia informacje gloryfikujące sukces, albo tysiące powodów, przez które celu nie udało się osiągnąć. Relacje z imprez sportowych z udziałem tysięcy entuzjastów zalewają co tydzień media społecznościowe i blogi różnej maści. Ci, którym poszło obnoszą się ze swoim szczęściem i bardzo dobrze. Nic tak nie działa na nas samych i na nasze otoczenie jak akcentowanie swoich osiągnieć. W granicach rozumu, z odpowiednim dystansem i zachowaniem kontaktu z otoczeniem, ale jak najbardziej tak. Jeśli robimy coś ciekawego, coś w co jesteśmy zaangażowani i w czym czynimy postępy, chwalmy się. To buduje nasze poczucie własnej wartości, dodaje nam pewności siebie i co być może najcenniejsze – motywuje innych. Sukces zawodowy, rodzinny czy związany z naszą pasją – mamy boskie prawo wykorzystać współczesne narzędzia komunikacji do podzielenia się swoim szczęściem. A jak kogoś to wkurwia to zawsze może nas usunąć z grona znajomych czy przestać wchodzić na bloga. Niech żyje wolność słowa i powszechny dostęp do internetu.

No tak. Wszystko fajnie jak jest fajnie. Ale jak przestaje być fajnie sytuacja robi się mniej komfortowa. Na przykładzie sportu masowego objawia się to w postaci postów jęcząco-męczących, błagalno-przepraszalnych i parafrazując język wyspiarzy – w poszukiwaniu „ekskjuzów”.

Jeśli ktoś poczuł się już na wstępie urażony uprzejmie tłumaczę, że do takiej szydery mam pełne moralne prawo! Dlaczego?! Bo sam w ten nurt od lat się wpisuję i to w sposób wyjątkowo wyrafinowany. Co to już mi się nie wydarzyło?! W opisywaniu swych werterowskich cierpień na trasach przeróżnych zawodów oraz rozczulaniu się nad swoim nieudacznictwem i wrodzonym partactwem doszedłem do perfekcji. Moja klawiatura od komputera przesiąknięta jest litrami łez wylanymi podczas wspominania kolejnych niepowodzeń.

13713498_10155030278244447_1648413047_n

 

I w sumie to dzisiejsza relacja z ostatnich zawodów powinna dokładnie tak wyglądać.

Mistrzostwa Polski amatorów w Gdańsku na dystansie olimpijskim – mój dystans, trasa całkiem fajna, dobra organizacja, więc wszystko idealne. Głowa i ambicje mówią – walcz o medale, daj z siebie wszystko, rywale są w Twoim zasięgu. A jak to wygląda w praktyce? Dość słabe pływanie. Wychodzę dopiero 15ty z wody, więc zaczyna się pogoń na rowerze. Rower bez rewelacji, odrabiam część strat, ale bufor bezpieczeństwa przed bieganiem jest zbyt mały. Na bieg wychodzę na pozycji 4-5 w generalce i pierwszy w kategorii. Ale za mną już jest piekło i to cholernie szybkie.

Po 2 km dogania mnie Radek Buszan, po 5ciu Andrzej Guż, nawet nie wiem kiedy wylatuję z podium. Nie ma to znaczenia. Chcę tylko skończyć i już przestać się męczyć. Na bardzo efektownie położoną metę pośrodku mola w Brzeźnie wpadam zmęczony i zrezygnowany – 15ty w generalce i dopiero 5ty w kategorii. Nie ma medali, tytułów, splendoru i powodów do choćby umiarkowanego zadowolenia. Jest za to wewnętrzna analiza. Dlaczego tak się stało?!

Swoją tradycyjną relację mógłby napisać znajdując tysiące powodów dla których mi nie wyszło.

Bo na starcie pływania wpadłem w jakąś dziurę, potknąłem się i czołówka mi uciekła. Faktycznie tak było, ale co z tego – gdybym był w formie to nie zgubiłbym drugiej grupy i straciłbym do najlepszych kilkanaście sekund. Po prostu nie miałem pary.

Bo na rowerze od drugiego okrążenia wciąż zajeżdżały mi drogę grupki dublowanych zawodników. Bo na jednym z nawrotów ktoś mnie zepchnął i ledwo udało mi się uniknąć upadku podpierając się nogą. Bo spadł mi łańcuch na podjeździe! Brednie!!! A inni mieli lepiej?! Jakoś Kubie Rucińskiemu takie same warunki nie przeszkodziły w pojechaniu 40 km w 58 minut i raczej nikt przed nim szpaleru nie robił. Łańcuch mi spadł, bo jestem Januszem kolarstwa i chciałem jechać na blacie i największej tarczy z tyłu. A akcja na nawrocie kosztowała mnie maksymalnie 2 sekundy. Do liderów straciłem znacznie więcej. Tu przy okazji chciałbym przeprosić tych kilka osób, które mogłem nieco zbyt obcesowo potraktować podczas wyprzedzania, ale 500 osób na 10 kilometrowej pętli, gdzie często lecieliśmy grubo powyżej 50 km/h to spore zamieszanie. W niektórych momentach musiałem nieco dosadniej krzyknąć, aby uniknąć kraksy.

13695047_10155030167934447_1298163251_n

No i zostało bieganie. Znów mógłbym znaleźć wiele wytłumaczeń. Bo trasa kręta, bo szuter, bo mam lekko skręconą kostkę, bo ostatnio byłem podziębiony, bo wciąż kiepsko czuję się po Suszu, bo w lesie zegarek gubił GPS, a ja nie umiem biegać na samopoczucie. A w ogóle to jestem umęczony, bo miałem dużo treningów i do zawodów podszedłem z marszu.

I w sumie to wszystko jest racją. Ale po pierwsze inni mieli takie same warunki. Spektakularny zwycięzca tego wyścigu czyli Ruciński w Suszu zaliczył jeszcze gorszy zgon ode mnie. A po drugie skoro wiedziałem, że nie jestem w formie, że szykuję się pod zupełnie starty to po co w ogóle przyjechałem do Gdańska?! Wkurzają mnie takie tłumaczenia, bo to często deprecjonuje sukces innego zawodnika. Ile to razy już widziałem taką scenę. Wpada dwóch gości na metę, jeden wygrywa, a przegrany przybija mu piątkę i jednocześnie dodaje – ja dziś treningowo. Albo tłumaczy ile to ma problemów ze zdrowiem lub jakie to miał przygody na trasie.13689366_10155030167929447_1737400270_n

Sorry, jesteś tak dobry jak twój ostatni start. A nawet jeśli coś ci nie poszło, albo jesteś w cyklu treningowym to bez znaczenia. Tego dnia inni byli lepsi, nic więcej się nie liczy. I nie zabierajmy im satysfakcji z ich dokonań. A jak wiemy, że jest inaczej, to zawsze są kolejne zawody i kolejna szansa na udowodnienie sobie i innym ile jesteśmy warci.

W Mistrzostwach Polski na olimpijce byłem słabszy od 14tu zawodników. Takie są fakty na 17 lipca roku 2016. I nie ma żadnego dodatkowego wytłumaczenia tego stanu rzeczy. Przyjechałem na zawody, na ściganie, a nie truchtanie w ładnych okolicznościach przyrody. Chciałem skopać tyłki paru kolegom, a finalnie to oni skopali mi tyłek. Taki jest sport i dlatego jest tak fajny. Wielkie gratulacje dla Was Panowie. Pokazaliście klasę i formę. Mogę tylko pozazdrościć. Zawody w Gdańsku przytarły mi nosa, bo śmiałem myśleć, że mogę sobie tak po prostu zaliczyć łatwe pudło na imprezie rangi mistrzowskiej. A na sukces trzeba sobie zapracować.

Wieczorem po zawodach rozmawiałem z moim trenerem Tomkiem Kowalskim. Na moje żale i utyskiwania, że tak mi nie poszło on tylko spokojnie odpowiedział – „A czego Ty się spodziewałeś, taki był plan. Chciałeś sobie wystartować to wystartowałeś, a my szykujemy się na Gdynię i Majorkę”. Faktycznie taki chyba musiał być plan, bo po raz pierwszy w tym sezonie Tomek nie dał mi żadnych wskazówek w związku z zawodami. Ze też wcześniej na to nie wpadłem.

Na szczęście jestem mądrzejszy o doświadczenia z zeszłego roku i do Gdyni przez kolejne tygodnie już nigdzie nie wystartuję. Co gorsza dla mojego ego, ale mam nadzieję z korzyścią dla wyników do końca roku ścigam się już tylko w Gdyni i na Majorce. Rachunek jest prosty. Albo szykujemy się poważnie, na maksa pod starty A, albo bawimy się w odhaczanie zawodów co tydzień. Tym razem wybrałem opcję numer jeden, a w Gdańsku to w ogóle nie powinno mnie być. Uczymy się całe życie.

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Nooo, dobry tekst! Gratuluję! A i wynik nie w bambus dmuchał :)

  2. Maciej, niby szydera, ale jednak wszystkie „ekskjuzes” sumiennie wypunktowane ;) Trzymam kciuki za Gdynię! #bezhejtu

  3. Short and sweet:
    Antidote for excuses – always do your best. It won’t always be the same, for various reasons (mental or physical ), but as long it was your best effort there won’t be regrets or excuses.

  4. Maciek a ja dzięki za to że mogłem z tobą się pościgać choć w jednej dyscyplinie-biegu ty 2 pętla ja pierwsza ;) obiecałem że cię pociągnę ;) w sumie mogłeś powiedzieć że chcesz na 3:55/km taki jest sport ! Nie przejmujsię, ćwiczą tylko słabi !!! Powodzenia w Gdyni

  5. Taka fajna lekka proba przemycenia eksjuzes :-) , a jednak rownolegle dobra dawka sportowej pokory. Choc, oczywiscie ze wszystkich sil kibicowalam mezowi, to wysilek i uczciwa rywalizacje podziwiam. A ze Majorka Kuby nie dotyczy, obiecuje trzymac kciuki ;-).

  6. najlepszy Twój tekst od dawien dawna, pozdrawiam – wierna kibicka na trasie:)

  7. Jeśli jest to aktualne zdjęcie, to czy faktycznie jechałeś z taką długą lemondką w zawodach z draftingiem?

  8. To po co ja gratulowalem wyniku po zawodach, trzeba bylo opie.rdolic? „A w Gdansku to w ogole nie powinno mnie byc” – na tym w zasadzie mozna by poprzestac bo spojnosci w tym tekscie nie ma za grosz. A szkoda, bo poprzednie artykuly byly w punkt.

  9. No, na reszcie ktoś napisał w czym jest rzecz! Panie Maćku wielki szacunek za te słowa dające do myślenia egocentrykom upojonym swoją zajebistością. Wszystkim tym co byliby mistrzami świata gdyby nie coś… Powiem szczerze też, Pana miałem za takiego mistrza celebrytów którego chciałem pokonać na zawodach i nawet specjalnie szykowałem się na Radków. Teraz, po tym Pana tekście to chciałbym z Panem po prostu rywalizować. Powodzenia a mistrzowie niech łapią gumy, mają niestrawności i przeziębienia… :)

  10. Oj Maciek, tekst mial byc o „SORRY, JESTEŚ TAK DOBRY JAK TWÓJ OSTATNI START”, a po przeczytaniu tekstu wszyscy, którzy byli przed Toba w Gdansku mogą się poczuć jak gosc który „wygrywa, a przegrany przybija mu piątkę i jednocześnie dodaje – ja dziś treningowo” ; ). Glowa do gory Maciek, to byl udany trening ; ), co by było jak byś się ścigał ; ). Trzymam kciuki za wyscig w Gdyni !

  11. Jesteś sumą swoich treningów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top