Trening / 

So You think You can swim?!

Awydawało mi się, że jestem niezłym pływakiem. Do takiego myślenia skłaniały mnie wyniki z triathlonu. Tam wypadałem w wodzie co najmniej przyzwoicie biorąc pod uwagę wyniki na tle reszty stawki. Ale pływanie w piance, na długim dystansie, najczęściej w nogach lepszego zawodnika to zupełnie inna bajka. Zresztą tych „ale” jest znacznie więcej. Jak się okazuje, kilka tygodni kompletnego lenistwa i braki w technice, które prześladują mnie od zawsze basenowe tory bezlitośnie wypunktowały. Mój knockout miał miejsce na znanych pływackich zawodach dla Mastersów w Konstancinie. Impreza całkiem spora i przyjemna, z międzynarodowym akcentem w postaci zawodników z Litwy.

W sumie wystartowałem w dwóch konkurencjach – zupełnie z marszu i z kilkoma zbędnymi kilogramami. Na 50 metrów kraulem jeszcze jakoś sobie poradziłem – wynik poniżej 30 sekund to wszystko na co było mnie stać. Jak się okazało to wystarczyło do 3 miejsca w kategorii …od końca. Jednak prawdziwą lekcję pokory dostałem na 200 metrów tym samym stylem. Przydzielony do serii ze znacznie starszymi zawodnikami, z nieco drwiącym uśmieszkiem stanąłem na słupku. Lecz już na pierwszym nawrocie do śmiechu mi już nie było. Jak szalony walczyłem, żeby nie stracić kontaktu z rywalami, za co poniosłem srogą karę na drugiej setce. Zakwaszone mięśnie zamieniły moje ręce w ciężkie kamienie. Mimo, że nimi machałem, czułem jakbym stał w miejscu. Efekt – ostatnie miejsce w serii i czas 2.30. Mój rywal z toru obok „włożył” mi kosmiczne 10 sekund – pod prysznicem poznałem go bliżej. Okazało się, że to pan Mirosław Warchoł, świetny zawodnik, rocznik 1953, równo ćwierć wieku starszy ode mnie!!!!!

Zresztą pokonało mnie również czterech rówieśników, ośmiu czterdziestolatków i jeden pięćdziesięciolatek. No i dwie dziewczyny. Ale one były naprawdę mocne ;-).

Oczywiście moje czasy w gruncie rzeczy nie są takie złe, ale w porównaniu z pływakami, nawet amatorami czułem, że wyraźnie odstaję. Już nigdy nie powiem, że dobrze pływam.

Szczególnie, że tuż po starcie kilku miłych panów z wyraźną troską, bardzo subtelnie dało mi do zrozumienia, że może siły mi nie brakuje, ale na tle innych uczestników zawodów moja technika, a raczej jej brak, to jakaś porażka. Czuję, że zimę spędzę na żmudnych ćwiczeniu podstaw kraula.

P.S. Zwycięzca klasyfikacji generalnej na 200 m KR był szybszy o niewyobrażalne 28 sekund!!!

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kolega jest ode mnie młodszy ( jakby to miało jakieś znacznie).

Maciek – 37 lat, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top