Aktywny wypoczynek, Events / 

Publiczny lincz – specjalność także sportowa

W przededniu kolejnych zawodów triathlonowych w tym sezonie – Garmin Triathlon Piaseczno już zaczynam sobie wyobrażać, ile pojawi się mikro konfliktów pomiędzy zawodnikami, a lokalną społecznością. To, że akurat dziś podjąłem ten temat nie wzięło się z przypadku. W ogólnej atmosferze polaryzacji naszego społeczeństwa, zarówno w sprawach politycznych, światopoglądowych jak i gospodarczych, zaostrzają się także postawy względem różnych grup. I tak od jakiegoś czasu narasta konflikt pomiędzy tymi co biegają (ew.jeżdżą, albo i jeżdżą i biegają), a tymi co nie biegają i bieganie tych pierwszych wyraźnie im przeszkadza. Antagonizmy te są niestety podgrzewane przez różne grupy nacisku. Perfidnie i cynicznie wykorzystują je politycy oraz niektóre media. A my, zaangażowani w to emocjonalnie, dajemy się manipulować i wciągać w ich gierki. W takiej ogólnej nagonce z obydwu stron łatwo popaść w skrajne i bezkrytyczne postawy.

Przykład z ostatnich dni – zakaz przeprowadzenia Biegu Rzeźnika przez Bieszczadzki Park Narodowy – najlepiej pokazuje, jak łatwo nami sterować i z jaką lekkością wydajemy zerojedynkowe osądy. Na biegowych forach internetowych wyrok już wydano. Tak to jest kiedy czytamy tylko krzykliwe nagłówki albo subiektywne komentarze innych forumowiczów. Łatwo ulegamy atmosferze publicznego linczu, szczególnie jeśli temat w jakiś sposób nas dotyczy. Nie wiem kto ma rację w aferze z Biegiem Rzeźnika. Podejrzewam, że sprawa jest znacznie bardziej złożona niż przedstawiają to niektórzy, szczególnie sfrustrowani uczestnicy, którzy muszą przełknąć mniej atrakcyjną trasę. Dość przekonująco choć, z zupełnie innej perspektywy zostało to przedstawione w artykule Tomasza Staśkiewicza na innpoland.pl. Według autora problem odwołania jest związany z sukcesywnym rozrastaniem się imprezy, a niekoniecznie złą wolą władz Parku i „dobrą zmianą”. Cały artykuł do przeczytania tutaj http://innpoland.pl/127033,pulapka-zachlannosci-drugie-dno-zamieszania-wokol-biegu-rzeznika. Czy tak to wygląda naprawdę?! Nie mam pojęcia. Ale na pewno w tej jednostronnej dyskusji pojawiły się mocne argumenty i trochę inny punkt widzenia całego problemu.

Podobnie sprawa się ma przy każdej próbie podjęcia dyskusji na temat nadmiernej liczby imprez biegowych w centrach miast. Problem aktualny i kontrowersyjny. Każdy, kto śmie podnieść rękę na święte prawo biegaczy do biegania w publicznej przestrzeni miejskiej, z góry skazuje się na powszechne potępienie, ekskomunikę i wtrącenie do jednego wora z wszelkiej maści faszystami, ksenofobami, eurosceptykami i innym ciemnogrodem. A może czasem warto spojrzeć na to z trochę szerszej perspektywy?! Spróbować posłuchać rzetelnych argumentów po obydwu stronach barykady, a nie tylko bezmyślnie dać się wmanewrować w fejsbukowe palenie na stosie. Pamiętajcie, że autor tego tekstu czyli ja jest wielkim fanem wszelkiej aktywności fizycznej i masowego ruchu promującego sport. Sam wielokrotnie biorę udział we wszelkiej maści imprezach sportowych, które mieszkańcom dają się we znaki. I prawdę mówiąc nikt mnie nie przekona do wyższości kameralnych zawodów w „dupie nigdzie” na łonie natury nad maratonem w Bostonie. Wielki event w centrum dużej metropolii jest świetny i basta. A korzyści czerpie z tego nie tylko grono biegaczy, organizatorzy i sponsorzy, ale również miasto, mieszkańcy i lokalny biznes. Pytanie tylko, czy każda impreza wokół trzepaka o złote kalesony musi utrudniać życie tym, którzy koneserami sportu są w nieco mniejszym stopniu i najzwyczajniej w świecie w weekendy chcieliby normalnie funkcjonować, a nie za każdym razem planować wyjazd ze swojej posesji niczym podróż w Andy.

Sam mieszkając w Wilanowie wielokrotnie doświadczałem tego na własnej skórze, bo obydwa warszawskie maratony często odcinały moje osiedle od reszty świata. Kilkugodzinna próba przebicia się do miasta nieco mnie frustrowała, ale przez cały czas wmawiałem sobie, że trzeba uszanować rangę imprezy i przemęczyć się ten raz czy dwa razy w roku. Mnie łatwo było to sobie wytłumaczyć, ale „niebiegacze” nie mają już tyle empatii. Podejrzewam, że gdyby moja córka nagle dostała wysokiej gorączki i musiałbym się szybko dostać do lekarza, ta wyrozumiałość zostałaby poddana ciężkiej próbie.

Nadal twierdzę, że kilka poważnych imprez o wysokiej randze sportowej i organizacyjnej, mających prestiż oraz tradycję, powinno odbywać się w centrach dużych aglomeracji. W ten sposób budujemy klimat naszych miast, zintegrowaną społeczność i fantastyczne public relations w świecie. Ale czy każda dyszka czy piątka musi aż tak bardzo ingerować w życie mieszkańców?! Tu mam spore wątpliwości. A że można zorganizować świetną lokalną imprezę bez zbędnego nadęcia i blokowania całych kwartałów ulic udowadniają organizatorzy Żoliborskiego Biegu Mikołajów. Ostatnio idealnie zaplanowali zawody i ruch samochodów nigdzie nie musiał być ograniczany, chociaż wbiegaliśmy do samego centrum Warszawy. Było super i nikt na nas nie patrzył spode łba.

Oczywiście rozumiem podirytowanie sportowców, kiedy czytają jakieś skrajne i niewybredne ataki przeciwników sportowych imprez masowych. Idiotyczne, pełne inwektyw, kompletnie pozbawione wartości merytorycznej, klasy i obiektywizmu ataki na biegaczy w stylu redaktora Zdorta z Rzeczpospolitej tylko zaogniają sytuację. W takich sytuacjach znów działa efekt owczego pędu, tyle uzasadniony co niepotrzebny, bo za jego sprawą umiarkowanie zdolny autor zyskał rekordowy poziom zainteresowania, a nawet pewnej rozpoznawalności, co wcześniej i później raczej mu się nie udawało. A my się tylko niepotrzebnie irytowaliśmy i traciliśmy czas na komentarze na fejsbuku.

Ponieważ w te konflikty i problemy co raz częściej wtrącają się politycy, próbując swoją jednoznaczną, populistyczną postawą zbić kapitał, cała sprawa nabiera jeszcze większej pikanterii. No bo teraz nasz stosunek do sportu i imprez masowych zaczyna mieć wymiar idelogiczno-polityczny. Utarło się, że opozycja sportowców wspiera, a ekipa rządząca z założenia rzuca im kłody pod nogi. Za chwile może dojść do bardzo niebezpiecznego zjawiska. Mianowicie sport masowy– ten jeden z ostatnich bastionów względnego spokoju i oderwania od politycznej zawieruchy – stanie się kolejną manifestacją poglądów. Dlatego z góry uprzedzam. To że jutro czy kiedykolwiek zobaczycie mnie na trasie, nie oznacza mojego poparcia dla kogokolwiek. Tak samo jak nie doszukujcie się politycznych podtekstów, jeśli kiedyś ta cała zabawa mi się znudzi.

Nie dajmy się zmanipulować różnym stronom konfliktów. Dajmy szansę tym, którzy myślą inaczej wyrazić swoje zdanie. Nie linczujmy od razu tych, którzy z pozoru wydają się winni, bo ktoś tak napisał. Szukajmy opinii po obydwu stronach barykady. Żyjmy, ale dajmy też żyć innym. Bo tak jak w przypadku Biegu Rzeźnika proste wnioski nie muszą wcale być wnioskami właściwymi, a my tylko tańczymy tak jak nam ktoś zagra.

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. „Za chwile może dojść do bardzo niebezpiecznego zjawiska. Mianowicie sport masowy– ten jeden z ostatnich bastionów względnego spokoju i oderwania od politycznej zawieruchy – stanie się kolejną manifestacją poglądów. ”
    A tak, już widziałam biegaczkę, która na FB chwaliła się radośnie, którym grupom kibicującym na trasie pokazywała środkowy palec, bo jej zdaniem stali z nieodpowiednimi barwami na transparentach…

  2. Popieram w 100 %, jak w każdym wypadku prawda leży po środku, a jedno czego pewnie każdy z nas by nie chciał to pierwszeństwo pieniędzy, czy polityki nad walką z samym sobą na trasie…

  3. This is the perfect way to break down this inaimrftoon.

  4. Hey, you’re the goto exretp. Thanks for hanging out here.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top