Trening / 

Licencje dla biegaczy – za a nawet przeciw !!!

Ten temat poruszył w ostatnich dniach chyba najbardziej wpływowe, a na pewno największe w kraju środowisko sportowców-amatorów. Wszyscy biją na alarm, bo Polski Związek Lekkiej Atletyki chce wprowadzić licencje dla biegaczy amatorów za ca.40 zł rocznie, a także licencje dla imprez masowych. Taka deklaracja musiała się spotkać z olbrzymią reakcją. Głównie krytyczną, bo w Polsce jakiekolwiek dodatkowe opłaty, szczególnie narzucone przez związki są niemile widziane.

Całkiem niedawno na łamach Akademii Triathlonu dyskutowaliśmy o potrzebie posiadania przez zawodników grup wiekowych licencji Polskiego Związku Triathlonu. Tam na razie nie ma planów obligatoryjnego wyrabiania takiego dokumentu. W przypadku biegów pomysł jest oficjalnie przedstawiony przez PZLA, ale to nie oznacza, że osoba bez licencji nie będzie mogła wystartować. Korzyści jakie mają z tego wyniknąć to przede wszystkim „kalendarz certyfikowanych biegów”, „wysokie standardy organizacji imprez”, „atrakcyjny program”, „wszystkie wyniki ratyfikowane przez PZLA” i „wspólna baza wyników”. W tym ostatnim przypadku związek już trochę się spóźnił, bo od dłuższego czasu całkiem sprawnie funkcjonuje strona enduhub.com , z której osobiście bardzo często korzystam i uważam, że świetnie spełnia swoje zadanie. Licencja ma także dawać zawodnikom ubezpieczenie, zniżki na sprzęt sportowy, rabaty na opłaty startowe oraz korzystne ceny za kompleksowe badania medyczne we wskazanych placówkach. Niby fajnie, chociaż podobne akcje lojalnościowe różnie działają.

Jeśli chodzi o drugą stronę barykady czyli organizatorów to PZLA ma wydawać licencje imprezom jednocześnie oceniając poziom organizacji. Projekt ma nazywać się KLUB BIEGACZA PZLA.

Czy takie wchodzenie związku w nie do końca swoje kompetencje i korzystanie z sukcesu organizatorów oraz promotorów biegania będzie korzystne?!

Z jednej strony trudno nie odnieść wrażenia, że PZLA trochę próbuje się podpiąć pod popularność biegów masowych, do czego raczej ręki nie przyłożył. I to jest trochę takie działanie „na krzywy ryj”. To przecież dobrze zadziała wizerunkowo, a i finansowo powinno się opłacić. W końcu przy takiej skali do wyciągnięcia z rynku są potężne kwoty pieniędzy.
Z drugiej strony wciąż rosnące zainteresowanie sportem amatorskim, a szczególnie bieganiem, tworzy poza fantastycznym z założenia zjawiskiem, delikatny chaos, w którym momentami trudno się połapać. Owszem, najpopularniejsze imprezy, o wieloletniej tradycji, renomie działają bez zarzutu. Ale nie brakuje wydarzeń, które zarówno od strony organizacji, pomiaru czasu , dystansu jak i pod względem zapewnienia bezpieczeństwa pozostawiają wiele do życzenia. Tu chodzi głównie o nasze, zawodników interesy. No bo co to za frajda, ścigać się na zawodach, walczyć o nową życiówkę, a później na mecie, albo jeszcze później dowiedzieć, że trasa był niedomierzona. I błagam, nie kierujcie mnie na fora dla biegaczy, bo opinie zasięgane z takiego źródła są jednak obarczone sporą dawką subiektywizmu. Każdy z nas zwraca uwagę na co innego. Są jednak pewne elementy, które bezsprzecznie świadczą o jakości danej imprezy. I jeśli do ich oceny zatrudni się poważnych ekspertów, istnieje szansa na miarodajny ranking wydarzeń.

Problem rzetelności imprez ten jest dobrze widoczny w triathlonie, gdzie dysproporcje w jakości zawodów są czasami szokujące. I to nie tylko w kwestiach wyżej wymienionych, ale na przykład w przestrzeganiu zasad i regulaminów tej dyscypliny.

Podejrzewam, że większość z nas chociaż sport uprawia dla przyjemności, to startując w zawodach chce mieć przynajmniej namiastkę profesjonalizmu, choćby w zakresie całej otoczki imprezy. Opisy tras, stref żywieniowych, czy choćby tak podstawowa sprawa jak dostęp do wyników, to sprawy, na których nam szczególnie zależy. I tutaj taka rekomendacja ze strony związku byłaby wielce wskazana. Dlatego chociaż też mam wątpliwości, nie jestem jednoznacznie przeciwnikiem projektu PZLA. Być może ma on i sens, o ile pieniądze zebrane od zawodników zostaną przeznaczone na ustandaryzowanie ruchu biegowego w Polsce, wprowadzenie być może jakiś spójnych rankingów, oficjalnych tabel rekordów, etc..

Bo jeśli całe to zamieszanie ma być tylko dodatkowym źródłem pozyskiwania funduszy przez tę organizację i wykarmienie kilku dodatkowych działaczy, to byłby to wyjątkowo cyniczny szwindel.

Swoją drogą jestem ciekaw jak ta sytuacja wygląda na świecie. W triathlonie na wszystkich zawodach zagranicznych, w których startowałem, zarówno w Europie jak i w USA, wymagana była licencja zawodnicza, przynajmniej jednodniowa. I choćby z tego powodu opłaca się wyrobić polski dokument, bo za jeden start w Rumii musiałem zapłacić dodatkowo 15 Euro niemieckiemu związkowi, tymczasem całoroczna polska licencja to koszt w okolicach 100 PLN.

Maciek – 37 lat, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. This has made my day. I wish all pogstnis were this good.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top