Aktywny wypoczynek, Dieta, Motywacja, Trening / 

Koniec lenistwa! Gruby wraca!

Nie uwierzycie!! Koniec laby!! Symbolicznym sygnałem był dzisiejszy alert na mailu, wysłany z platformy treningowej Training Peaks, na której pracujemy z moim trenerem. Przez 11 miesięcy, od 1 listopada do 26 września, codziennie rano mail przypominał mi, że danego dnia jest konkretne zadanie do zrealizowania. Albo do „zrealizowania” jest odpoczynek. Ta ostatnia informacja pojawiała się stosunkowo rzadko i zazwyczaj powodowała krępujące zakłopotanie. No bo jak to tak?! Dzień wolny?? Bez treningu?!

Mail milczał jednak od ostatnich zawodów i skłamałbym, że nie było mi z tym dobrze. Doba okazała się być zaskakująco długa, żołądek nadspodziewanie elastyczny, jedynie koszule i spodnie od garnituru z każdym dniem co raz bardziej przylegały, dając wyraźny znak, że zbliżamy się do punktu krytycznego.

To niesamowite jak bardzo jesteśmy w stanie sobie wmówić, że nie jest z nami aż tak źle. Ja na przykład do perfekcji opanowałem nieustanne wciąganie brzucha i takie spinanie klatki piersiowej, aby zbyt opasłe łopatki i ramiona nie rozerwały guzików w koszuli. Niestety i tu jest granica. Dla mnie ostatecznym znakiem ostrzegawczym był moment, kiedy z pewną dozą niepewności, ale i z nutką nadziei, zwróciłem swój wzrok ku szafie, w której przezornie ukryłem swoje ciuchy z czasów przed triathlonem.

No dobra, waga poszła w górę, ciało zwiotczało, ale duch walki pozostał. Nieco nadwątlony i rozleniwiony, ale w końcu „jestę zwycięzcom”… Co nie??? Na początek znów podjąłem próbę walki z obżarstwem. Miałem rzucić słodycze i pizzę po 4 tygodniach rozpusty, ale akurat była impreza u znajomych, więc przesunąłem deadline na kolejny tydzień. Wtedy niestety były urodziny cioci, a ciocia ma świetne wypieki i tak kolejny tydzień poszedł w cholerę. Chciałem się zabrać za siebie od początku miesiąca, no ale głupio wyszło, bo 1 listopada wypadł we wtorek, a to bez sensu zaczynać postanowienia od środka tygodnia. No i tak mamy kolejny poniedziałek. Teraz przyrzekam…biorę się za siebie.

Treningi mieliśmy wznowić od połowy miesiąca. Wcześniej dostałem tylko ogólne wytyczne, żeby się troszkę poruszać. 2-3 razy w tygodniu krótki bieg po max 30 minut, jakiś leniwy rowerek i może basenik od czasu do czasu. Taaaaaa. Zgadnijcie ile razy trenowałem??? Raz, bo musiałem pojechać rowerem po samochód, który zostawiłem pod firmą. Zostawiłem, bo oczywiście był zakrapiany bankiet po pracy, w sam raz na wytracanie formy!! Gdybym miał rozpisanie każdego dnia co i jak zrobić, plan zrealizowałbym w stu procentach. A tak, niczym w szkole, Pani zadała pracę domową na za tydzień, to po co się od razu męczyć. Kiedyś znajdzie się na to czas. I efekt końcowy był zawsze taki sam. Zawsze dostawałem pałę… za bark pracy domowej!!!
Dlatego wybłagałem Tomka, aby rozpisał mi jakiekolwiek treningi już teraz, bo jak mam je w kalendarzu na bieżąco i wiem, że trener ma szansę zweryfikować czy trenuje, to jakoś się zbiorę. Pomijam fakt, że zadania w stylu 40 minut marszobiegu, albo 2×15 minut lekkiego biegu z przerwą na długą gimnastykę przypominają, że zaczynam od poziomu -10. Ważne, że małymi krokami zaczynają się przygotowania do sezonu 2017. Nie chce mi się, ale jednocześnie tak bardzo mi się chce. Ot taka ironia losu! A tymczasem żegnam. Muszę wywalić wszystkie poukrywane w szafkach słodycze.

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Łączę się z Tobą w bólu, od tygodnia jestem bez słodyczy. Ulubiony baton zawsze uśmiecha się do mnie jak koło niego przechodzę w sklepie i zaczyna się śnić po nocach! Mam nadzieję że to minie i trzymam kciuki za Twoją walkę. Pozdrawiam

  2. Maćku, prośba natury technicznej z mej strony – czy jest możliwość podpięcia kanału RSS z nowymi wpisami do bloga, lub zautomatyzowanie konta na Twitterze, żeby tam pojawiały się informacje o nowych wpisach? Ewentualnie jakiś newsletter. Nie zawsze jest czas, żeby zajrzeć na stronę. :( Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top