Aktywny wypoczynek, Dieta, Motywacja / 

Jak zrzucam kilogramy fachowo!

Dieta to według mnie najważniejsze wyzwanie, nie tylko sportowca. Ból mięśni, zmęczenie, kontuzje – to elementy, które można przewalczyć. Ciężki trening przeraża, spala na samą myśl, w trakcie pali każdy skrawek ciała, serce bije jak oszalałe, a z mózgu płyną wyraźne sygnały „stop, zatrzymaj się”. Ale trening trwa chwilę: godzinę, dwie , pięć. I kiedyś się kończy. A na jego końcu jest przysłowiowa marchewka, nagroda, która daje tyle frajdy. Czekamy kiedy umęczony organizm znów będzie mógł wrócić do względnej równowagi, kiedy tętno spadnie, a mięśnie poczują zasłużoną ulgę. Jednak to nie wszystko. Ciężko pracowaliśmy i należy nam się zadośćuczynienie. Ja nigdy nie mogę się doczekać, kiedy po szybkim prysznicu będę mógł uzupełnić wypocone i spalone kalorie. Powiedzmy sobie szczerze. Jak bardzo bym się przed tym nie bronił i zaklinał rzeczywistość to fakty są takie, że jednym z powodów, dla których uprawiam sport, jest od zawsze możliwość bezkarnego wpychania w siebie pożywienia. Po prostu lubię jeść, sprawia mi to przyjemność. Często celebruję posiłki, nie mogę się doczekać kiedy zacznie się uczta. W trudnych momentach poprawia mi to humor, pozwala na chwilę zapomnieć o problemach i przynajmniej pozornie daje mi szczęście. Są takie chwile, kiedy myślenie o jedzeniu dominuje wszystkie procesy w moim mózgu. Sorry, taki jestem i nie mam zamiaru tego ukrywać.

IMG_5816

Niestety bezkarność takiego obżarstwa, nawet w czasie bardzo intensywnych treningów jest pozorna. Wbrew pozorom nie ma takiej ilości spalonych kalorii, której nie dałoby się odrobić i to z nawiązką. Wiem co mówię, bo w ostatnim sezonie udało mi się przytyć w okresie startowym, kiedy obciążenia treningowe sięgały 15-20 godzin treningowych, a w Polsce panowały śródziemnomorskie upały. Owszem, są osoby, którym Bóg ułatwił życie, mogą pochłaniać tony jedzenia, nawet w środku nocy, bez żadnych konsekwencji. Ja niestety do nich nie należę. Długo nie wiedziałem skąd to się bierze. Okazuje się, że rozwiązanie tkwi jak zwykle w genetyce.

Zrobiłem specjalne testy genetyczne – Genodiet, gdzie zostałem przebadany pod kątem moich predyspozycji przyswajania poszczególnych rodzajów pożywienia. Zabieg jest dziecinnie prosty i polega na pobraniu na specjalny patyczek materiału genetycznego z jamy ustnej. Na podstawie mojego kodu genetycznego specjalistom udało się określić jakie produkty są dla mnie korzystne, a czego jak ognia powinienem unikać. Okazało się, że przede wszystkim jestem umiarkowanie dumnym posiadaczem genu otyłości. Kiepsko trawię tłuszcze pochodzenia zwierzęcego, ale za to nie mam problemów z węglowodanami.IMG_7143

I najważniejsze – mam bardzo wysokie zagrożenie celiakią. Czyli po prostu powinienem jak ognia unikać glutenu, szczególnie w czystej postaci. Jasne pieczywo jest nie dla mnie. Nie mam za to żadnych problemów z produktami mlecznymi. Coś za coś. Żeby być szczupły muszę naprawdę się starać. Tematowi badań Genodiet niebawem poświęcę oddzielny artykuł. Teraz chciałem tylko wspomnieć jak bardzo pomogły one w przygotowaniu diety.

IMG_7145

Na początku listopada odwiedziłem Jagodę Podkowską, dietetyka sportowego z High Level Center . Jak już pewnie wiecie parametry wagowe i tłuszczowe na starcie sezonu miałem tragiczne. Zadaniem Jagody było przygotowanie dla mnie programu żywienia, tak abym z jednej strony stracił nadwyżkę kilogramów, nie tracąc jednocześnie mocy.  W swoim życiu zaliczyłem już kilka diet. Próbowałem się odchudzać korzystając z podpowiedzi zamieszczonych w internecie. Nie wyszło. Byłem na tzw.pudełkach. Wyszło, ale po pewnym czasie miałem wrażenie, że zamieniłem się w zwierze hodowlane, które precyzyjnym, pozbawionym finezji systemem zaopatrywane jest w niezbędne wartości ożywcze.

Dieta pudełkowa pozwoliła mi faktycznie dość szybko zgubić kilogramy, ale kompletnie rozstroiła życie rodzinne, bo jak tu zjeść rodzinny obiad, kiedy wszyscy wcinają schabowe, a tatuś wyciąga z paczki strączki i skrawek cielęciny. A dodatkowo żywi się z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Z kulturą jedzenia nie ma to wiele wspólnego. Wspólne gotowanie i wspólne posiłki to kwintesencja budowania rodzinnych więzi. Szczególnie w dni wolne.

Dlatego myśl o kolejnej diecie nieco mnie stresowała. Jednak to co przygotowała dla mnie Jagoda było bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Korzystając z wyników swoich badań oraz wspomnianych badań genetycznych stworzyła listy produktów, które powinienem jeść, grupując je w odpowiednie typy czyli węglowodany, białka, warzywa i owoce, etc. W każdym posiłku mam podaną gramaturę poszczególnych grup. Dzięki temu przy zachowaniu zasad zdrowego żywienia mogę przygotować dowolny posiłek, a jedynym warunkiem jest utrzymanie właściwych ilości i proporcji. To pozwala mi stosować dietę, a jednocześnie prowadzić w miarę normalne życie ze swoją rodziną. Co prawda moim najbliższym przyjacielem stała się mała waga kuchenna, ale muszę uczciwie przyznać, że to przynosi efekty.

IMG_7142

Podstawę mojego żywienia stanowią węglowodany – głównie ryż, kasza jaglana, płatki owsiane, ale zaczynam też eksperymentować z bardziej egzotycznymi zastrzykami energii. Ostatnio odkryłem bataty, które w Polsce nareszcie przestały być abstrakcyjnie drogie, szczególnie w popularnych dyskontach. Przymierzam się również do kilku innych wynalazków jak choćby amarantus. Mam za to bezwzględny zakaz jedzenia tradycyjnego pieczywa, a już szczególnie białego. W ten sposób stałem się psychofanem wafli ryżowych.

Znacznie zmniejszyłem ilość mięsa. Może do wegetarianina jeszcze mi daleko, ale jak na nałogowego mięsożerce to i tak spory postęp. Indyk, ryby, czasem trochę cielęciny i owszem. Ale zdarzają się dni, kiedy mięso zastępuję ciecierzycą czy soczewica i ku moim zdziwieniu w zupełności mi to wystarcza. Kompletnie zarzuciłem spożywanie wędlin, za to jem znacznie więcej nabiału. Jajka, ale przede wszystkim twarogi, twarożki wiejskie, jogurty, kefiry stanowią podstawę moich śniadań i kolacji. Do tego bardzo dużo warzyw i sporo owoców oraz tłuszczu roślinnego czyli oliwy lub oleju roślinnego.

Jest też mały substytut słodyczy, za którymi tęsknie najbardziej. To masło orzechowe, miód, ewentualnie syrop klonowy lub syrop z agawy. Nie są to duże ilości, ale potrafią osłodzić trudy życia na diecie i dać choćby namiastkę nieba w gębie. Zazwyczaj „doprawiam” nimi swoje śniadania i twarogi. A masło orzechowe z waflami ryżowymi to najlepszy szybki zastrzyk energii przed porannym treningiem.  Co ciekawe dostałem pozwolenie na wieczorne jedzenie. Ostatni posiłek czasami wypada mi w okolicy 22, szczególnie kiedy bardzo późno mam trening. I na koniec to na co Jagoda stawia szczególnie. Codziennie muszę wypić 3 litry płynów.

I made a great photo by InstaEditor!

Czy taka dieta działa?! Muszę przyznać, że tak. Efekty już niedługo ocenimy fachowym okiem Jagody, ale ja widzę je już po 4 tygodniach. Przede wszystkim nie jestem głodny, chociaż parę razy się złamałem i skubnąłem coś słodkiego. Ważne, że taki system nie jest szczególnie upierdliwy i na razie wszystko co jem mi smakuje. Jedyny problem to te 3 litry picia dziennie. Nigdy nie sądziłem, że dieta może mieć przełożenie na problemy ze spokojnym snem. Ale jak tu się wyspać, jeśli w ciągu nocy człowiek musi 3 razy odwiedzić toaletę.

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Witam,

    Jaki koszt takich testów?

    Pozdro

  2. A gdzie robiłeś to badanie Genodiet?

    1. This info is the cat’s pamaajs!

    1. I am totally wowed and prreeapd to take the next step now.

  3. Wasyl to jest u nas po sąsiedzku

  4. Zakladalem ze jesteś leniuchem i znalazłeś coś na kwadracie;-)

  5. A gdzie informacja że tekst zawiera lokowanie produktu? Poza tym gdybym tyle zapłacił za dietę to bym kasy nie miał na ulubione frykasy. Może w tym tkwi sekret?

  6. Maciek 3 litry płynów to dla Ciebie wyzwanie?:)ja wypijam w dzien treningu 5 butelek po 1.5 litra kazda wody a w dzien wolny 4 butelki Takze spoko dasz fade☺☺☺😝😝😝i gratuluje postępów.Szkoda ze te badania sa nie na moją kieszen ale w zasadzie sama sobie jestem dietetykiem od wrzesnia i udalo mi sie zgubic 20kg.No i zaczęłam biegać.Tak wiec mysle ze dam radę☺

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top