Aktywny wypoczynek, Events, Motywacja / 

Ironman Mallorca – to już jutro!!!!

IMG_4194

Stało się. Pisząc te słowa siedzę właśnie w samolocie z Wiednia do Palma de Mallorca otoczony austriackimi emerytami w rozkosznym humorze. Trudno im się dziwić. W końcu właśnie zaczynają rajski urlop w jednym z najsłynniejszych europejskich kurortów. Jakże odległą jest ich perspektywa drinków z palemką, wylegiwania się w ciepłym basenie i ogólnego lenistwa od moim planów. Przyznam, że przez chwilę nawet zacząłem im zazdrościć. W sumie to też bym się chętnie pobyczył na plaży. I nawet będę miał na to chwilę. Konkretnie całą niedzielę, dzień po największym wyzwaniu i wysiłku w całym moim bez mała czterdziestoletnim życiu.

Pewnie powtarzam to po raz setny, ale jestem przerażony. Czuję się jakbym stawiał w tym sporcie pierwsze kroki. To niesamowite, że po 5 latach trenowania, ponad 40stu startach, na różnych dystansach, na całym świecie, po zaliczeniu Mistrzostw Świata i innych super obsadzonych imprez, mam wrażenie, że jestem kompletnym debiutantem. I w sumie tak właśnie jest, bo wszystko co wiem, całe moje doświadczenie jest zupełnie bez znaczenia. 3800 metrów pływania, 180 km roweru i maraton na deser to inny poziom wtajemniczenia, inna zabawa – po prostu inny sport.

Już sam cykl przygotowawczy wyglądał zupełnie inaczej i nie chodzi nawet o zwiększenie objętości. Po ostatnim tekście na Totalnym Poruszeniu wiele osób pytało mnie jak to łączę z pracą. Pojawiły się nawet komentarze sugerujące, że mam dużo wolnego czasu. Otóż niestety nie. A pierwszy wniosek jaki się nasuwa po tym sezonie to potrzeba wcześniejszego kończenia sezonu. W mojej branży wrzesień to bardzo pracowity okres, a do tego początek roku szkolnego i mnóstwo nakładających się na siebie obowiązków. Połączenie tego z wyczerpującymi i czasochłonnymi treningami było prawie niemożliwe. Niestety, ale w końcowej fazie przygotowań wiele ważnych jednostek wypadło, co wcześniej zdarzało mi się nader rzadko. Najlepszym przykładem jak ciężko było to wszystko poskładać są ostatnie weekendy, kiedy najpierw leciałem na 5 rano do radia, następnie o 10tej do studia TV , w przerwie obiadowej robiłem trening biegowy, a późnym wieczorem zaliczałem rower. Po czym następnego dnia znów musiałem wstać o czwartej i powtórzyć schemat. I jak tu wcisnąć 5-6 godzinne jednostki pod Ironmana. O regeneracji nie wspominając. Mimo tych przeciwności losu mój coach Tomek Kowalski i tak uważa, że robota została nieźle wykonana.

Tuż przed wylotem dostałem od niego bardzo długiego maila – instrukcję obsługi IM i ważne wskazówki natury psychologicznej. I już pierwsze zdanie tego listu najlepiej ilustruje to jak powinny wyglądać te zawody w moim wykonaniu. „..Przede wszystkim to nowe wyzwanie i nowe doświadczenie, niekoniecznie walka o cyferki…najważniejsze ukończyć…na urywanie kolejnych minut przyjdzie czas…” – pomijając to, że znacznie schłodziło to moje emocje i stęperowało ambicje, list od Tomka niesamowicie mnie wzruszył. Wiem, że to jego praca, ale zaangażowanie, oddanie, ilość wszelkich rad, troska – to wszystko tylko potwierdziło, że jestem w dobrych rękach. A przede wszystkim muszę mu w pełni zaufać trzymać się jego założeń. Nawet kosztem ambicji.

Ostatnie dni przed wylotem to przede wszystkim ciągłe zastanawianie się nad kompletowaniem ekwipunku. Niesamowite, bo na 1/2 IM po prostu pakuję rower, zabieram buty i startuje. A tu?? Tysiące znaków zapytania i kombinowanie w sprawach, które już dawno powinny być dopięte.

Start w piance czy bez?? Wciąż nie wiadomo. Strój startowy dwuczęściowy czy jedno?! Maciek Żywek z Huuba przekonuje mnie do jednoczęściówki niemal w drodze do samolotu. Bo szybsza, mniejsze opory i w ogóle. Ale jak tu poprawie na rowerze klejnoty?? Jak będę biegał?? Telefon do Koniecznego. Co powie sMentor?? sMentor się przebiera na bieg. To może ja też, ale trzeba potrenować szybkie przebieranie. Sprawdzone. Da się. Ale w czym tu biec?? Strój kompresyjny, a może klasyczny biegowy, niekrępujący ruchów?? Biorę obydwa, zdecyduję na miejscu. Kolejny dylemat – co z żywieniem?! Tomek rozpisał mi całe menu, ale jak tu zapakować 15 żeli na rower, jakąś bułkę z masłem orzechowym i inne bajery??

Lecę do Airbike,a, zakładamy dodatkowy zasobnik. Chyba jednak będę rozpuszczał żele w bidonie, ale gdzie ja to wszystko pomieszczę. Epicka walka między zdrowym rozsądkiem a prawami fizyki, między ładownością a aerodynamiką. Wygrywa kompromis, ale…Wszystko fajnie, ale nie mieści się pianka do szytek. A przecież nie wycofam się z powodu kapcia! Tysiące wątpliwości i dziesiątki porad, często kompletnie się wykluczających. W ostatniej chwili przypominam sobie, że muszę zmienić kasetę w dysku. Przecież mam tam konkretny podjazd – wspinamy się na 700 metrów nad poziomem morza…z poziomu morza. Nie polecę tego z przełożeniami na płaskie niczym stół Mazowsze. Składam rower do walizki, niby wszystko ok, ale stres jest. Żeby tylko niczego nie spieprzyć, niczego nie zapomnieć. W ferworze walki ukręcam klucz, próbując poluzować śrubę w mostku kierownicy. Cholera. Na szczęście zawsze mam jeszcze drugą opcję – odkręcę stery i wszystko się zmieści. Wszystko starannie pakuję do walizki i zabezpieczam tak by dotarło do celu w jednym kawałku. Kilka godzin później widzę walizkę z moim rowerem na płycie lotniska. Po chwili dwóch cwaniaczków z serwisu naziemnego bez odrobiny finezji rzuca nią niczym workiem kartofli. Czuję się tak jakby ktoś właśnie przywalił mi kijem w nerki. Zdaje sobie sprawę, że pewnie tak to zawsze wyglądało, ale dotychczas żyłem w błogim przeświadczeniu, że jednak traktują mój rower chociaż z minimum szacunku. Teraz siedząc w samolocie obgryzam paznokcie i modlę się, że sprzęt przetrwa tę podróż. Kurczę, wolałbym tego nie widzieć. Niewiedza jednak ułatwia życie.

Wiem, że nic nie wiem. Wiem, że w sobotę może zdarzyć się wszystko. Nie chcę zawieść siebie, trenera, moich najbliższych, którzy znoszą te wszystkie niedogodności związane z moją pasją. I niby mam jakieś oczekiwania, ale z każdą chwilą moje plany co raz bardziej schodzą na ziemię i przestaje bujać w obłokach, wierząc w jakieś fantazmaty. Zdarzyć może się wszystko i nie będą to miłe niespodzianki. Mogę mieć kryzys na ponad 20 kilometrowym podjeździe. Mogę schrzanić żywienie. Mogę się odwodnić – ma być ciepło, jak to na Majorce. Mogę się tak ujechać na rowerze, że na bieg wyjdę kompletnie upodlony. A kryzys na biegu mogę złapać w każdym momencie. Wszystko co się wydarzy po 25 kilometrze maratonu jest dla mnie enigmą – tu czuję się trochę jak jakiś odkrywca, eksplorujący tereny nie tknięte ludzką stopą. Gdzie to się końćzy?? Gdzie jest kres moich możliwości?? Czy ja się do tego w ogóle nadaję?? Takie myśli prześladują mnie bez przerwy.

Kluczem będzie spokój, chłodna głowa i bezwzględne trzymanie się założeń. Jakakolwiek chwila ułańskiej fantazji może skończyć się dla mnie tragicznie. Ironman udowadniał to większym cwaniakom niż ja! Marzę o tym by być już na trasie, ale jeszcze bardziej o tym zimnym piwku, medalu na szyi i świadomości, że ZROBIŁEM to. Całą reszta nie ma znaczenia.

P.S.Rower doleciał w jednym kawałku. Niestety na miejscu okazało się, że świeżo nałożona szytka ma defekt fabryczny dla tego dziś od rana na gwałt szukam serwisu z szytkami.

P.S.2 Zjechałem rowerem najbardziej hardcorowy odcinek trasy na rowerze – to nie będzie spacerek. Podjazd masakra, zjazd – alpejskie serpentyny. Na 10 km odcinku w dół na luzie 60-70km/h i zakręty po 180 stopni, a po bokach przepaść. Wyprzedziłem z 10 samochodów, a na moją żonę, która jechała za mną autem czekałem na dole 10 minut!!! Będzie jazda. Wrzuciłem kilka zdjęć z tego treningu.

IMG_4160 IMG_4152 IMG_4132 IMG_4130  IMG_4119-1 IMG_4193  IMG_4177 IMG_4175 IMG_4168 IMG_4195 IMG_4203

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Maciek, kurna dasz radę. Dawno już nie czytałem / obserwowałem tak profesjonalnego podejścia do startu. I takiej pasji jak u Ciebie. Powodzenia, ja w niedzielę też mam swój debiut (skromny jeśli porównać) w półmaratonie trailowym. Tak na marginesie to widoki przepiękne choć pewnie w ferworze walki nie będzie czasu by podziwiać.

  2. Podobno jakaś firma wysyła rowery pakując je w karton z nadrukowanym telewizorem – od kiedy to robią, znacznie spadła liczba uszkodzonych w transporcie. Może to jakiś sposób na latanie też?

  3. Mój mąż tez jutro startuje,będziemy Wam kibicować na trasie! :) Pozdrawiamy, do zobaczenia na mecie!

  4. Maciek dasz rade :) Pamiętaj, że cyfry się nie liczą. Najważniejsze jest ukończyć szczęśliwie. Pamiętaj jest rodzina, która zawsze Cię będzie Cię wspierać. Ja trzymam mocno kciuki za Ciebie i czekam ponowne spotkanie w Gdyni w przyszłym roku.

    „Wszystko mogę w TYM, który Mnie umacnia ” – list do filipian 3.14

    Powodzenia :)

  5. Są specjalne twarde walizki na rower. Polecam

      1. That’s 2 clever by half and 2×2 clever 4 me. Thnaks!

  6. Powodzenia człowieku!

    Przede wszystkim baw się dobrze a w chwilach zwątpienia (bo takie pewnie się pojawią) pamiętaj, że jesteś inspiracją dla wieeelu nowicjuszy!

    Czekamy na info: „Zrobiłem TO!”.

  7. Trzymam kciuki za udany start! Pełen szacun za dystans!

  8. Maciek, dasz radę ! trzymam kciuki…

  9. 3mam bardzo mocno kciuki i po takim wysiłku włożonym w trening musi się udać!!! Czekam na relację i info na facebooku oczywiście nie inne jak UDAŁO SIĘ, a nawet źle to powiedziane, MAM TO, bo udać się może z przypadku a tu nie ma przypadku, tyle treningu i potu wylanego, że nie ma wyjścia :)

  10. Maciek, trzymam kciuki. Tyle wyrzeczeń, wylanego potu na treningach na 100% nie pójdzie na marne. Z niecierpliwością czekam na wynik końcowy.

  11. Właśnie kończą się moje wakacje na Majorce. Latając dzisiaj po sklepach z pamiątkami, widziałam Was na mieście w Alcudii. To super uczucie, kiedy dowiedziałam się, że mój rodak startuje w IronManie. Podziwiam! Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top