Aktywny wypoczynek, Events, Motywacja / 

I znowu ta Gdynia

HER75_37041_2015

Od lat było to dla mnie najważniejsze wydarzenie sezonu. Gdyńskie zawody jako kontynuacja idei triathlonu w Suszu mają bezprecedensowy wpływ na rozwój dyscypliny w naszym kraju. To właśnie na imprezie sygnowanej przez Herbalife swoje pierwsze kroki stawiało tysiące ( piszę to bez krztyny przesady) początkujących zawodników, których ten sport pochłonął bez reszty. Nic dziwnego, że mam do tych zawodów nadzwyczajny sentyment. Od mojego tri debiutu w 2012 roku jeszcze w Suszu, brałem udział we wszystkich edycjach, w tym oczywiście tej historycznej, zeszłorocznej, kiedy to po raz pierwszy w naszym kraju odbyły się zawody światowej serii Ironman. Mimo moich bliskich relacji z organizatorami Ironman 70.3 Gdynia nie jestem bezkrytycznym promotorem tego wydarzenia. 2 lata temu byłem wzburzony aferą draftingową i biernością sędziów. Przed rokiem jak wielu innych zawodników dałem się nabrać na odpływający statek, mający wyznaczać nawrót na trasie pływackiej. Mimo to uważam, że to właśnie Gdynia zapracowała sobie na miano najważniejszej imprezy sezonu. Uwielbiam atmosferę kameralnego, stojącego na wysokim poziomie sportowym Susza. Bardzo cenię profesjonalnie przygotowane przez Labosport serie Elemental i Garmin . Podobno Sieraków też ma wiele zalet (nigdy nie startowałem ).

Ale to jednak Gdynia daje to coś co przyciąga tysiące zawodników, spektakularną lokalizacje, tłumy kibiców, świetny termin w samym środku sezonu wakacyjnego. I wcale nie potrzebna jest do tego łatka z kropką nad M. Kocham to wyczuwalne w wielu miejscach podniecenie związane ze zbliżającymi się zawodami. Sznury samochodów z rowerami triathlonowymi na dachu. Na tych kilka dni sportowcy z całej Europy opanowują Gdynię, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mieszkańcy tego cudownego miasta są z tego powodu szczęśliwi. No i ten poziom sportowy. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że właśnie do Gdyni przyjeżdża śmietanka naszych zawodowców i większość topowych amatorów.triathlon (1511) (1)

W Gdyni przeżywałem wszystkie wzloty i upadki triathlonisty. Zdarzały się udane etapy pływackie, bardzo dobre wyniki na rowerze, ale też i kraksy czy usterki techniczne. Jedno pojawiało się niezmiennie. Cierpienie na trasie biegowej. Pozornie prosty ostatni etap gdyńskiego triathlonu zawsze karcił mnie swoją mała Golgotą. To ulica Świętojańska, która może nie robi wrażenia na pierwszy rzut oka, ale przesiąknięta jest hektolitrami potu i łez zawodników, których „sprawdziła” do bólu. Mnie pokonała w 2014 roku. To właśnie po jej pokonaniu na jednej z pętli, po raz pierwszy w życiu musiałem się wycofać. To przykre doświadczenie do dziś się za mną ciągnie. Co ciekawe nigdy w Gdyni nie zaliczyłem udanego startu. Mimo, że przez ostatnie trzy lata była to dla mnie najważniejsza impreza sezonu… trzy razy dawałem ciała.

 

 

10561803_766019296794550_6439498589615732969_n

Czyżby do czterech razy sztuka?! Raczej wątpię. Po pierwsze w tym sezonie start w IM70.3 w Gdyni to dla mnie tylko wydarzenie kategorii B. Od początku lipca wszystkie siły, przygotowania i koncentracja skierowane są na debiut na pełnym dystansie podczas IM Mallorca pod koniec września. Po drugie zmieniony i znacznie trudniejszy profil trasy nie sprzyja biciu rekordów. Nie sprzyja też tak ciężkim, topornym technicznie zawodnikom jak ja. Obym się mylił. Nie mniej jednak przeraża mnie kilka szybkich zjazdów z sekwencją ostrych zakrętów. To będzie wyzwanie dla mojej odwagi i miernych umięjętności kolarskich.

Nie wiem też jak ciężkie treningi w dużych objętościach z ostatnich tygodni odbiją się na mojej świeżości. Jeszcze w poniedziałek w ramach końca intensywnego mikrocyklu zaliczyłem 17 km biegu, w tym 12 w tempie na połówkę Ironmana. Może być różnie. Głowa chcę walczyć, ale czy ciało podoła temu wyzwaniu?! Chcąc robić postępy i przesuwać granice swoich możliwości trzeba było w końcu podjąć męską decyzję. Nie da się mieć superformy przez cały sezon. A ja już szczyty miałem i w Teksasie, i w Suszu. Dla dobra przygotowań do Ironmana poświęciliśmy Gdynię. Ciężko było mi to strawić, ale stara zasada mówi – jeśli przestajesz ufać swojemu trenerowi, poszukaj nowego trenera. Ja z mojego jestem bardzo zadowolony, więc i ufam mu w stu procentach. Dlatego będę starał się dać z siebie wszystko, ale przede wszystkim mam zamiar  cieszyć się atmosferą tej fantastycznej imprezy. Nawet jeśli wynik znacznie odbiegnie od moich oczekiwań, nie będzie dramatu. Chociaż oczywiście skóry łatwo nie sprzedam.

Na starcie połówki IM w Gdyni stanie prawie 2,5 tysiąca zawodników. Tysiąc dzień wcześniej walczyć będzie na sprincie. To wielkie święto sportu i triathlonu w naszym kraju. Życzę Wam dobrej zabawy, świetnych wyników, ale przede wszystkim uczciwej walki według zasad „fair play” i zdrowego rozsądku szczególnie na trasie kolarskiej. Trzymajcie się i do zobaczenia na mecie…w komplecie.

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Wiele Ironman ów zrobił mój mąż Monaco., St.Poelen.

  2. Ponownie DNF w tym roku?
    Ale tempo do zejścia z trasy miałeś zabójcze…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top