Aktywny wypoczynek, Events, Motywacja / 

Bo w sporcie jak w życiu – trzeba mieć jaja!!

 

Na wstępie wyjaśniam, że jaja mogą mieć także kobiety. Właściwie to jaja w ich wersji są jeszcze większe. Ale do rzeczy.

Każdy ma prawo do własnej definicji sportu. Jedni kochają sam wysiłek fizyczny i codzienne mierzenie się ze swoimi słabościami. Inni chcą być fit i ładnie wyglądać. Są i tacy, dla których kwintesencją sportu jest rywalizacja na zawodach, konkurowanie z przeciwnikami, stawianie sobie celów i konsekwentne dążenie do ich realizacji. Zawsze imponowali mi sportowcy, którzy niezależnie od okoliczności walczyli do końca, pokazywali charakter i potrafili dać z siebie wszystko, nawet jeśli kosztowało to ich bardzo wiele. W ogóle bardzo cenię ludzi zawziętych, wytrwałych, którzy z zaciśniętymi zębami prą do przodu i wbrew wszystkim przeciwnościom próbują realizować swoje marzenia. Moje własne doświadczenia nauczyły mnie szacunku dla zawodników, także tych, którym coś nie wyszło. I wkurza mnie, kiedy pseudo eksperci i inne internetowe trolle mają czelność drwić z poświecenia sportowców lub podważać sens walki do końca.

Sport to przede wszystkim sprawdzian charakteru. Z takim sprawdzianem mieliśmy do czynienia w ostatni weekend w Suszu. Już w sobotę, w rywalizacji na sprincie, specjaliści od tego dystansu dostali mocno w tyłek. Szczególnie było to widać w wyścigu elity kobiet, którego stawką były medale Mistrzostw Polski. Dziewczyny walczyły do upadłego. Na mecie były kompletnie wycieńczone. Ich zawziętość bardzo mi zaimponowała, chociaż zdałem sobie sprawę, że dzień później czeka nas jeszcze trudniejsze zadanie na znacznie dłuższym dystansie – ½ ironmana.

13438840_1731572110414912_1286222540905197478_n

Zgodnie z przewidywaniami wysoka temperatura w połączeniu z wysoką wilgotnością zgotowały nam piekło. Już na pływaniu w piankach, w drugiej części dystansu czułem, że ciało niebezpiecznie się przegrzewa. Mimo to udało mi się wyjść z wody z bardzo dobrym czasem, nie ustępując moim bezpośrednim rywalom. Rower także zacząłem naprawdę mocno na wysokiej mocy pod 310 watów. Niestety nie udało mi się utrzymać takiego tempa przez całe 90 kilometrów. Znów dał się we znaki upiorny gorąc. Trochę pomagało zlewanie się wodą na bufetach, ale wyraźnie osłabłem na pocxątku drugiej pętli. Wigor odzyskałem dopiero na ostatnich 20 kilometrach kiedy zdałem sobie sprawę, że mam szansę na dobry wynik na tym etapie. 2 godziny i 17 minut – tak szybko jeszcze na rowerze nie pojechałem. Szansa na nową życiówkę i czas końcowy poniżej 4 godzin i 25 minut wydawał się na wyciągnięcie ręki, a przy odrobinie szczęścia mogłem nawet się zbliżyć do 4.20. Musiałbym tylko pobiec w okolicach 1.31-33. Teoretycznie byłem do tego przygotowany.

13438841_1120061834721653_5373522781209806493_n

Niestety już pierwszy kilometr biegu w takiej saunie pozbawił mnie złudzeń. Po drugim zacząłem odliczać każdy metr dzielący mnie od mety. To nigdy nie jest dobry znak, szczególnie kiedy masz w sumie przed sobą tych metrów ponad dwadzieścia jeden tysięcy. Pierwszą pętlę pamiętam dość dobrze, drugą już jak przez mgłę, z trzeciej, finałowej, może kilka momentów, jak choćby ten kiedy próbowałem przełamać wewnętrzny głos namawiający mnie do rzucenia tego wszystkiego w cholerę. To było 21 kilometrów męki i walki ze wszystkimi najgorszymi demonami. Z próby biegnięcia w tempie po 4.20/km udało się z trudem zawalczyć o średnią poniżej 5 minut. Szybciej to ja na codzień zaliczam luźne treningi. Ale nie tylko ja cierpiałem. Chyba wszyscy musieli tego dnia zweryfikować swoje plany skoro nawet zwycięzca – Struś Pędziwiatr Łukasz Kalaszczyński był znacznie wolniejszy niż zwykle.

W tych okolicznościach wynik końcowy – 4 godziny i 30 minut – ledwie 2 minuty gorszy od życiówki sprzed dwóch miesięcy należy uznać za wielki sukces. Zanim to do mnie dotarło, musiało minąć trochę czasu, bo po przekroczeniu mety najzwyczajniej w świecie zgasło mi światło. Odwodnienie i wypłukanie z elektrolitów musiało się tak skończyć. Na szczęście szybka reakcja ratowników i kroplówka zrobiły swoje. Po 30 minutach już o własnych siłach mogłem się cieszyć z udanych zawodów, które zakończyłem na bardzo wysokim 23 miejscu w generalce i 4tym w kategorii.

13532902_10153572582171456_7777384690468390248_n

fot. Magdalena Warzybok

Najwięcej satysfakcji dał mi sam fakt pokonania swoich słabości. Mimo tak trudnych warunków nie stanąłem, nie poddałem się. Balansując na granicy swoich możliwości dotrwałem do końca, wykorzystując 100% mocy w tych ekstremalnych warunkach. Tego dnia wielu zawodników wpadało na metę skrajnie wycieńczonych. Wycieńczonych, ale po chwili bardzo szczęśliwych, bo właśnie w takie dni, w takich okolicznościach kuje się żelazo, hartuje charakter.

13509032_1120061678055002_3177180345805467885_n

Czołowy polski amator Marcin Konieczny też miał kłopoty na mecie!! fot.Huub

13528768_1120061751388328_458761427626906349_n

Zwyciężczyni rywalizacji kobiet – Olga Kowalska fot.Huub

Kiedy wrzuciłem na swoim profilu zdjęcie z kroplówki pośród wielu pozytywnych komentarzy pojawiły się też opinie krytyczne. Zazwyczaj nie zwracam na to uwagi. Jestem przyzwyczajony do krytyki, ale kiedy ktoś twierdzi, że „dawanie z siebie wszystkiego” jest pustym sloganem to krew mnie zalewa. A jak jeszcze przeczytałem, że to nie ma nic wspólnego ze sportem to się naprawdę zagotowałem. Nie wspomnę nawet o komentarzach, że odcięcie na mecie świadczy o słabym przygotowaniu, a tak w ogóle to przez takie akcje ryzykuję swoim zdrowiem. Jak można pisać takie bzdury?!

Sport to nie tylko estetyczne rzeźbienie ciała i lansowanie się w klimatyzowanych fitness klubach. Prawdziwy sport to krew, pot i łzy!! To zasmarkana twarz Justyny Kowalczyk, to odmrożony w Himlajach nos Kingi Baranowskiej, to Maryśka Cześnik ociekająca krwią po kraksie na Igrzyskach w Londynie. To także płaczące na mecie dziewczyny i powłóczący nogami faceci z Susza, oraz Ci którzy wymiotują pod drzewem, walczą z kolką i owijają bandażem starte stopy. Prawdziwy sport to nie tylko zawody – to także nasze kryzysy pokonywane na treningach. Ale przede wszystkim to umiejętność sięgania co raz bardziej w głąb siebie. Umiejętność przesuwanie granic. Kroplówka na mecie, nogi z waty, problemy z żołądkiem to nic wielkiego. Oczywiście trzeba wiedzieć kiedy sytuacja robi się niebezpieczna dla zdrowia, ale zawodnik, który rzetelnie trenuje zna swój organizm i wie jak daleko może się posunąć.

Po ostatnim weekendzie mogę powiedzieć jedno. Jestem dumny, że mogłem być tam z Wami. Mogłem Wam kibicować. Mogłem z Wami rywalizować. Mogłem zobaczyć na własne oczy tyle fantastycznych kobiet i mężczyzn, którzy mimo wielu innych obowiązków mają chęć i czas udowodnić sobie, że maja jaja. Jaja z żelaza. A Ci, którzy to podważają zapewne nie potrafią się przyznać, że brakuje im odwagi, aby pójść na całość!!!! W tej sytuacji proponuję walnąć się na kanapie, odpalić paczkę czipsów i włączyć TV. Może leci akurat jakaś transmisja sportowa i będzie można podrzeć łacha z tych idiotów co dają z siebie wszystko!!!

P.S. Podziękowania dla wszystkich fantastycznych wolontariuszy i kibiców, którzy pomagali nam przetrwać suskie piekło!!! Wasze krzyki, Wasza woda, Wasze wsparcie dało nam moc!!!

Maciek – rocznik 78, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Komentarze

  1. Bardzo dobrze napisane :) Gratuluje wyniku i ukończenia. Rekord i u mnie będzie ale jednak potrzebny chłodniejszy dzień ;)

  2. Maćku, nie przejmuj się negatywnymi komentarzami. Trzeba robić swoje i walczyć. Robisz super robotę bo mega motywujesz, pokazujesz że można i to jest super. Powodzenia w kolejnych startach i dzięki za motywacje.

  3. Ja zacząłem przygodę z triathlonem w tym roku i wiem ile pracy oraz wyrzeczeń trzeba włożyć by cos osiągnąć. Bardzo Pana podziwiam, że mając napięty grafik, potrafi Pan bardzo dobrze przygotowac sie do zawodów co widac po doskonalych rezultatach. Wielki szacunek i powodzenia w kolejnych zawodach!

  4. Chyba u wszystkich było tak samo :) Może inne tempo, inny wynik ale odczucia takie same. Po wodzie wszystko super, mimo że nie było boi kierunkowych. Pierwsza pętla roweru niebo 33km/h dla mnie to bajka o której nie śniłam, druga to już weryfikacja i spadek do 31km/h- dla niektórych słabizna dla mnie ok. No i ten bieg- i tu tak jak u Ciebie- wielka nadzieja na super życiówkę pobitą o 20 min. i po 5 km- walka o przetrwanie- moje najtrudniejsze zawody mimo, że 3 tyg. wcześniej St. Polten- jednak udało się i jest nowy PB- dla jednych ogórkowy dla mnie piekielnie ciężko wywalczony (przy etacie i 2 dzieci) 5:36. Gratuluję wszystkim wyników, walki i wytrwałości.

    1. Intenligelce and simplicity – easy to understand how you think.

  5. Piękny tekst. Gratuluję wygranej walki z samym soba bo to największa satysfakcja na mecie.

  6. Świetnie to ująłeś. Czym jest sport i dawanie z siebie wszystkiego.
    Ja nie mam może takich wyników ale kij z nimi. Ja walczę z sobą no i może czasem z jakimś „Edkiem” co to przede mną jest i leci podobnym tempie. Pokonuję swje słabości i szukam granicy. Sport to uprawianie go to, walka czasem cierpienie i przewalanie. Nie nie uprawiam tego w rękawiczkach i aby wyglądać.

  7. Kroplówka z elektrolitami to nic wielkiego tylko strasznie wygląda, bo nikt z takimi rzeczami nie ma przyjemnych wspomnień. Jestem pewny, że dla nie których skończyło się to o wiele gorzej… Trzeba pamiętać, aby uprawiać ten sport z głową, ten jak i każdy inny! (Mój znajomy dostał udaru po upalnych, biegowych zawodach w Radomiu.)
    Pozdrawiam i szacun za wyniki! Jest moc! ;)

  8. trafione w punkt. 10/10 dla Maćka

  9. Po Twoim tekście jestem jeszcze bardziej dumny ze swojego debiutu i 6:09 , dla mnie było to prawdziwe piekło. Świetny tekst, w pełni się z nim zgadzam ;-)

  10. Fajny artykuł. Też kiedyś przeżyłem odcięcie w trakcie debiutu w mega upale. Nie jest to miłe i długi czas było mi wsytd, szczególnie dlatego, że skończyłem w karetce i w szpitalu. Po czasie uznałem to jednak za doskonałą szkołę, poznałem granice swojego organizmu i pierwsze symptomy wycieńczenia: ból brzucha, nudności, nacisk w klatce. Zrobiłem badania, po których okazało się, że wszystko jest w porządku. W długodystansowych sportach ważne jest doświadczenie i warto znać swoje granice. W upale należy zawsze brać poprawkę i weryfikować swoje możliwości, bo może być niebezpiecznie.

  11. Debiutowałam w ten weekend na dystansie 1/4 (nie w Suszu co prawda, ale temperatura ta sama), o mało ducha nie wyzionęłam, szczególnie na bieganiu, ale duma tym bardziej wielka, że ledwo dożyłam do mety, było nieprawdopodobnie gorąco. Wiele osób poddało się z powodu upału, ale ja sobie tego nie wyobrażałam- cały rok ciężko pracowałam na to, żeby wystartować i ukończyć. I też słyszałam, że jestem nieodpowiedzialna. A później słyszałam mnóstwo gratulacji, bo jednak ukończyłam. Bo ludzie myślą, że sukces przychodzi do niektórych i już. To nieprawda. Sukces to połączenie ciężkiej pracy i determinacji. I ja za determinację bardzo Pana podziwiam, a jednocześnie bardzo mocno pracuję nad własną. Pozdrawiam serdecznie.

  12. Maciej gratuluję. Czytam Twoje teksty od dłuższego czasu. Kilka razy widziałem Cię na zawodach. Nawet przyszło nam rywalizować, choć walczymy o inną stawkę i innych kategoriach. Kiedy przyglądałem się temu co i jak robisz jakiś czas temu często myślałem: Boże jak On się rozczula nad sobą! Jaki lans! itp. Dziś czytam Twoje teksty z uznaniem i widzę jaką drogę w triathlonie przeszedłeś. Ile się wydarzyło i ile zmieniło. Jaką drogę przeszedłeś w życiu, także dzięki triathlonowi. I moim skromnym zdaniem, to jest Twój największy sukces. Jeszcze raz gratuluję. I do zobaczenia :)

  13. Doskonale rozumiem Twoje emocje, miałem okazję rozpocząć swoją przygodę z triathlonem w sobotę na dystansie sprinterskim i do stresu wynikającego z debiutu doszedł jeszcze strach przed pogodą, 37 stopni w cieniu to warunki zabójcze. Na szczęście podjąłem kilka dobrych decyzji, min. o starcie bez pianki w przeciwieństwie do większości zawodników, już po kilku minutach byłem pewien że dokonałem słusznego wyboru. Jeszcze przed wejście do wody widziałem jak większość startujących dosłownie gotuje się w tym piekielnym upale. Jedna z dziewczyn MP straciła przytomność podczas biegu, dwie, może trzy kończyły idąc. To sugerowało jak będzie ciężko. Moim atutem jest bieg, więc bardziej niepokoiłem się rowerem i pływaniem, wystarczy jednak jak powiem że przed tygodniem na Ursynowie pobiegłem w 21 min a w Suszu …..10 !!! minut wolniej. To pokazuje jakie były warunki. Podobnie jak Maciek walczyłem o to żeby nie stanąć bo byłem przekonany że wówczas już nie dobiegnę. Gąbki, woreczki z lodem i zimne prysznice były zbawienne. No i doping, bardzo pomógł. Jednym słowem, ten pierwszy tri-start dał mi mnóstwo doświadczeń, pokory i ogromną satysfakcję. Po ukończeniu na 20 miejscu w kategorii byłem szczęśliwy, choć dotarło to do mnie po ładnych kilkunastu minutach, padłem na materace i nawet nie miałem siły wczołgać się cały do cienia, dałem radę ukryć jedynie głowę. Zgadzam się z Tobą, krytycy nie mają pojęcia co przeżywamy i jaką satysfakcję daje pokonanie własnych słabości właśnie w tak ciężkich warunkach, sport to nie tylko jak sądzi wielu wybór daszek-czapeczka i czytelne numery na ramieniu, właśnie w takich chwilach mam szczególną satysfakcję przynależności do nielicznej grupy ludzi którym chodzi w życiu o coś więcej……….
    pozdrawiam i gratuluję,
    Robert

  14. Maćku, świetnie ująłeś sedno sprawy. Ja mam 56 lat i dzień wcześniej debiutowałem w triathlonie Suszu na dystansie sprinterskim. W połowie piekielnego kółka wokół jeziora chciałem położyć się na trawce i umrzeć. Woda i zraszanie były tylko w pierwszej części biegu. Widziałem rzygającego faceta który podniósł się z kolan i zataczając pobiegł dalej. Nie zapamiętałem jego numeru, mój mózg nie był zdolny do takiego wysiłku. Ale on dla mnie jest kwintesencją prawdziwego sportowca i faceta. Niezależnie od płci. Szacunek! I dla wszystkich którzy wzięli udział!! Pozdrawiam, nr 241

  15. Wielki szacunek dla wszystkich startujących w SUSZU.Byłam widziałam i bardzo mocno kibicowałam !!!!! Mój pierwszy start to 9-lipca Bydgoszcz,ale strasznie załuje ze nie wystartowałam w SUSZU.Wspaniała impreza,ludzie i klimat nie do opisania.Tam po prostu trzeba być i to poczuć.pozdrawiam

  16. To wszystko prawda, szczera prawda! I choć startowałam w tej krótszej konkurencji grup wiekowych to bez względu na to jak kto się przygotowywał, to nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć reakcji organizmu przy takim upale. To była prawdziwa walka z ego i z naszymi ograniczeniami. I składam ukłony wszystkim, którzy nie poddali się, dotarli do mety, bez względu na dystans i czas dotarcia, wielki szacunek dla wszystkich, którzy podjęli się tego wyzwania! Frajda na mecie nieziemska, kibice wspaniali, pomoc wolontariuszy nieoceniona.
    Jestem szczęśliwa, ze nie poddałam się i będę robić wszystko by ten pierwszy raz w Suszu nie był ostatnim ;)
    świetny tekst, dziekuję

  17. Ja tutaj się nie zgodzę, więc pewnie zaraz mnie wszyscy zjadą. Uprawiając sport wytrzymałościowy powinieneś brać pod uwagę, że może Ciebie odciąć i to zdarza się. Ale nie zgodzę się, że to znaczy że masz jaja. Znaczy to tylko, że popełniłeś BŁĄD, bo nie oszacowałeś swoich możliwości warunków pogodowych itp. Wcale u zawodowców nie jest to takie częste że na zawodach ich odcina, pewnie częściej na treningach. To jest raczej domena sportu amatorskiego. Czasami jestem przerażony jak widzę tyle ludzi mdlejący np. półmaraton praski. Dla mnie jaja ktoś ma jak trenuje Ciężko, tak jak autor, a nie bo na zawodach pójdzie w trupa. 5 min lepszy czas nie ma żadnego znaczenia dla historii triathlonu, a poprawić czas i tak autor pewnie poprawi w niedalekiej przyszłości. Pozdrawiam

  18. Tekst, który czują całym sobą startujący w Suszu

  19. Super tekst

    Naprawdę to był triathlon dla Ironow. Bylem bardzo niezadowolony ze swojego czasu, ktory był gorszy o blisko 30 minut od ostatniego z Gdyni. Ale z dnia na dzień kiedy to analizuję to jestem naprawdę dumny z tego, że dobiegłem
    I że jeszcze miałem siłe krzyczeć, że biało czerwone są barwy nie zwyciężone :) Przez braķ doświadczenia pozwoliłem sobie na odwodnienie na drugim kółku. A chwile wczesniej byłem pewnien, że lecę na życiówkę. Trochę się odratowałem do konca roweru. Ale bieg zamiast 110 minutowej przebieżki okazał się walką w środku glowy przez ponad 150 minut
    Bo nogi admowily posluszenstwa juz po pierwszym kilometrze. Wierzyłem, ze kryzys przejdzie. Zawsze przechodzi. Tak po 30 minutach. Tym razem troche odposcil ból nog jak z kamienia po 75, aby już po pół godzinie wrocic w postaci skurczy wszystkich mieśni po koleji. To mnie nie zatrzymało bo głowa nadal walczyla. Ale kiedy ma zegarku wybiło mi tentno powyzek 190 musialem zaczac isc
    I ciagla walka z zegarkiem. Jak spadlo do 170 bieglem a nastepnie znow 190 marsz. Myslę, że każdy kto się odważył wystartować w ten dzień tam ma bardzo mocne wspomnienia. No ale nic
    Czas znow na trening i do zobaczenia w Gdyni. Tam popracujemy nad życiówkami :)

  20. Come on Boys !!! Pieklo to jest w Kona albo np Wisconsin 2009 ( 34C i wilgotnosc) – 23% DNF . Nie pobity do dzisiaj rekord IM 140.6 . Przezylem , bylem 106 w generalce z kwalifikacja na Hawaje .
    A w Suszu , gdzie bylem tylko 4 min wojniejszy niz w ubieglym roku , po finiszu poszlismy z A Cicheckim na piwo a dokladnie na 2×6 . :-))))

  21. Powinno byc IM Wisconsin 2005 . Sorry !!!

  22. Ktoś napisał, że byłeś źle przygotowany(kroplówka). Ja jak stoję na mecie i widzę, że ktoś obok mnie pada na pysk, myślę sobie, że jeżel mogę stać na kresce o własnych siłach to znaczy, że nie dałem z siebie wszystkiego na trasie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top