Trening / 

Bieg Niepodległości – Warszawa 2014

Od kiedy zacząłem się bawić poważniej w sport mam spory kłopot z warszawskim Biegiem Niepodległości. Nie to, że mam coś do samej imprezy – broń Boże. Pod względem organizacji, atmosfery, odświętnego i patriotycznego charakteru ( w pozytywnym tego słowa znaczeniu ) nie mam jej nic do zarzucenia. Widok kilkunastu tysięcy biegaczy, których koszulki układają się we flagę narodową zapiera dech w piersiach, a wspólnie odśpiewany hymn dodaję tylko wzniosłości temu wydarzeniu. Żywy dowód, że w tym skłóconym społeczeństwie pieniaczy jednoczy nas miłość do biegania i nawet jeśli przy okazji, to jednak szacunek dla historii oraz wspólnego dziedzictwa.

Mój problem jest jednak natury czysto sportowej. Biegi Niepodległości zarówno w stolicy jak i wielu innych miejscowościach trwale wpisały się w kalendarz sportowych wydarzeń. I jak prześledzę wpisy na mediach społecznościowych większości znanych mi biegaczy, niemal każdy gdzieś tego dnia sprawdził swoją formę. No i właśnie dochodzimy do sedna. Kwestia formy.   Zdaję sobie sprawę , że data tego wydarzenia siłą rzeczy ( historii) jest nienaruszalna, ale uczciwie rzecz biorąc, dla kogoś kto funkcjonuje w jakimkolwiek cyklu treningowym, czy to biegowym, rowerowym, czy też triathlonowym, to połowa listopada jest datą za przeproszeniem ni w mordę ni w oko. Większość zawodników niezależnie od poziomu zaawansowania ma za sobą już wiele startów, a to oznacza, że albo powinni udać się na zasłużony posezonowy odpoczynek, albo właśnie zakończyli okres roztrenowania i ich forma jest mocno wakacyjna. W takiej sytuacji trudno o napinanie się na kosmiczne, rekordowe wyniki. Mało tego, jest to wręcz niewskazane, bo taka nomen omen ułańska fantazja, może zakończyć nam rok poważną kontuzją, czy to z przemęczenia czy też nieprzygotowania organizmu do wysiłku.

[/fusion_text][separator style_type=”none” top_margin=”10″ bottom_margin=”10″ sep_color=”” icon=”” width=”” class=”” id=””][fusion_text]Totalne Poruszenie - Bieg Niepodleglosci 2014[/fusion_text][fusion_text]

Najprościej wyjaśnię to na swoim przykładzie. Dwa lata temu, w pierwszym moim poważnym sezonie startowym, przeciągnąłem do granic absurdu cykl treningowy, bo byłem napalony na życiówkę na 10 km. Finał był taki, że podczas Biegu Niepodległości spaliłem się psychicznie i za mocno zacząłem, a później czułem, że ani fizycznie, ani psychicznie nie mam już siły na taką zabawę. Konsekwencje takiej decyzji były znacznie bardziej dalekosiężne. Po pierwsze bardzo późno zacząłem obowiązkowe roztrenowanie. Po drugie bardzo wcześnie je zakończyłem, bo po 4 tygodniach. Po trzecie, przez to, że je skróciłem to organizm wystarczająco nie wypoczął, a treningi do kolejnego sezonu i tak zacząłem za późno, więc prawdziwa forma przyszła z dużym opóźnieniem. Mądrzejszy o te doświadczenia rok później w ogóle nie wystartowałem, ale przyznam, że opowieści znajomych i fotki z imprezy bardzo podrażniły moje sportowe ego. Jakim cudem mnie tam nie było?!

[/fusion_text][separator style_type=”none” top_margin=”10″ bottom_margin=”10″ sep_color=”” icon=”” width=”” class=”” id=””][fusion_text]

Dlatego w tym sezonie zastosowałem nową taktykę. W Biegu Niepodległości wystartowałem niemal …z marszu. Czyli po porządnych 6-7 tygodniach roztrenowania, mając za sobą zaledwie kilka przebieżek i mając na sobie co najmniej 6 zbędnych kilogramów. O super wyniku w takiej sytuacji mowy nie było. Co nie przeszkodziło mi świetnie się bawić, czerpać radość ze spotkania z wieloma aktywnymi znajomymi i przede wszystkim podładować akumulatory. Takie imprezy, jak mało co potrafią zmotywować do ciężkiej pracy nad formą na nowy sezon.

[/fusion_text][separator style_type=”none” top_margin=”10″ bottom_margin=”10″ sep_color=”” icon=”” width=”” class=”” id=””][fusion_text]

Aaa. No i sam bieg. Wypadł całkiem nieźle. Miałem spokojnie polecieć po 4.30/km i przyspieszyć na ostatnich dwóch kilometrach. A okazało się, że po trzech latach treningu, nawet kilkutygodniowe lenistwo nie wpływa na nasze możliwości aż tak destrukcyjnie. Ku mojemu zaskoczeniu przez niemal cały czas trzymałem się w okolicach 4.15/km, a na końcówce stać mnie było nawet na lekkie przyspieszenie. Czas na mecie znacznie powyżej założeń i oczekiwań trenera – 42.39. To oczywiście znacznie wolniej niż w sezonie biegałem …w triathlonie czy nawet na półmaratonie, ale daje nadzieję, że przy odpowiedniej pracy, no i diecie kolejny rok będzie całkiem udany.

[/fusion_text][counters_circle class=”” id=””][counter_circle filledcolor=”#1e73be” unfilledcolor=”” size=”185″ scales=”yes” countdown=”no” speed=”1500″ value=”70″]42:39[/counter_circle][/counters_circle][separator style_type=”none” top_margin=”10″ bottom_margin=”10″ sep_color=”” icon=”” width=”” class=”” id=””][fusion_text]bieg_niepodleglosci_2014[/fusion_text][separator style_type=”none” top_margin=”10″ bottom_margin=”10″ sep_color=”” icon=”” width=”” class=”” id=””][fusion_text]

P.S. Na szczególną pochwałę zasługuje medal finishera. Chyba najładniejszy i najmniej tandetny ze wszystkich jakie posiadam w swojej kolekcji.

[/fusion_text][separator style_type=”none” top_margin=”10″ bottom_margin=”10″ sep_color=”” icon=”” width=”” class=”” id=””][fusion_text]

[sgpx gpx=”/wp-content/uploads/gpx/bieg_niepodleglosci_2014.gpx”]

[/fusion_text]

Maciek – 37 lat, prezenter TV i dziennikarz. Od lat byłem związany ze sportem, trenowałem pływanie i koszykówkę – niestety bez sukcesów. W wolnym czasie próbowałem chyba wszystkich dyscyplin, no może poza łyżwiarstwem figurowym. Po okresie fizycznego zaniedbania, kiedy dobiłem wagą do 115 kg, postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. 4 lata temu odkryłem triathlon i właśnie tej dyscyplinie poświeciłem się bez reszty. Uwielbiam rywalizację. Dlatego dużo startuję. Chcę osiągnąć jak najwyższy poziom i spełnić swoje niezrealizowane sportowe marzenia z młodości. Każdego dnia staram się udowodnić sobie i innym, że nigdy nie jest za późno. I wszystko zależy od naszego nastawienia. Trenuję 10-20 h tygodniowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top